Archiwum kategorii: Kurs Cudów

Już niedługo nowa książka Garego Renarda po polsku.

Miło mi zakomunikować, iż dobiegają pracę nad wydaniem drugiej książki Garego Renarda, pod tytułem „Twoja Nieśmiertelna Rzeczywistość”. W ciągu 2-3 trzech miesięcy książka powinna pojawić się w sprzedaży, tłumaczenie jest gotowe, obecnie kończone są prace redakcyjne. Pierwsza książka Garego, „Zniknięcie Wszechświata” jest jedna z najlepszych książek o duchowości i o Kursie Cudów, w drugiej książce można spodziewać się dalszych rewelacji, że strony wniebowstąpionych Mistrzów, Artena i Pursah.

Zapraszam do przeczytania małego fragmentu z nadchodzącej książki. Już wkrótce więcej ciekawych cytatów!


 

PURSAH: (…) zauważ, że większość studentów duchowych spędza prawie cały swój czas będąc w fazie zbierania informacji. To wynik przeświadczenia, że im więcej duchowych mądrości wbiją sobie do głowy, tym bardziej będą oświeceni. Więc skaczą z kwiatka na kwiatek, czytają tuziny książek na różne duchowe tematy. Podczas naszej pierwszej serii wizyt u ciebie, określiliśmy to jako „kolejkę do duchowego bufetu”. Oczywiście nie ma nic złego w zdobywaniu wiedzy. W rzeczy samej daje to ludziom potrzebne tło. Problemem jest to, że ludzie czynią sobie fałszywego bożka ze zbierania informacji a to droga donikąd. To sztuczka, jak kij i marchewka. Dlatego naprawdę ważne jest nie to co wiesz, ale to co robisz z tym co wiesz. Tym co naprawdę przyspieszy twój duchowy rozwój, jest faza stosowania. W którymś momencie, każdy poważny student i nauczyciel duchowy musi wziąć wszystko czego się on lub ona nauczyli i naprawdę zastosować do każdej osoby, sytuacji czy zdarzenia, które ich spotka. I to stosuje się do wszystkiego. To żadna tajemnica. Cokolwiek się dzieje w twoim życiu, jest to lekcja podczas której Duch Święty chce, abyś zastosował Jego nauki, a największym instrumentem zbawienia Ducha Świętego jest przebaczenie.


II ksiazka Garego renarda
Twoja Nieśmiertelna Rzeczywistość – okładka

Świąteczne przesłanie Kursu Cudów

Kurs Cudów, Rozdz. 15.XI
Znakiem Bożego Narodzenia jest gwiazda; światło w ciemności. Nie
postrzegaj jej na zewnątrz siebie, lecz świecącą w Niebie wewnątrz,
i przyjmij ją jako znak, że nastał czas Chrystusa(…)
W to Boże Narodzenie daj Duchowi Świętemu wszystko, co cię
krzywdzi. Pozwól sobie być zupełnie uzdrowionym, byś mógł przyłączyć
się do Niego w uzdrawianiu i razem świętujmy nasze wyzwolenie, wyzwalając wszystkich razem z nami. Nie pomijaj niczego, bo wyzwolenie jest
całkowite a przyjąwszy je wraz ze mną, będziesz wraz ze mną je dawał.kc_small200

Wywiad z Billem Thetfordem – jedną z osób odpowiedzialnych za powstanie Kursu Cudów

Wyjątkowa rozmowa z jedną z dwóch osób, które kryją się za powstaniem Kursu Cudów – jednego z najbardziej niezwykłych tekstów duchowych naszego wieku. Doktor Bill Thetford szeroko omawia jego rolę w spisywaniu Kursu oraz wpływ jaki ten tekst wywarł na niego, jego pracę w psychologii i prestiżowe stanowiska które obejmował: Profesora Psychologii Medycznej Uniwersytetu Kolumbijskiego oraz Dyrektora Wydziału Psychologii w Szpitalu Prezbiteriańskim w Nowym Jorku.

New Realities: Byłeś jedną z dwóch osób odpowiedzialnych za spisywanie Kursu Cudów, jaki miało to wpływ na twoje życie?

Thetford: Zmieniło to moje życie całkowicie. Przypominam sobie przepisywanie pierwszych pięćdziesięciu zasad cudów, który przyszły poprzez Helen Schucman jesienią 1965 roku, i uzmysłowiłem sobie, że jeśli ten materiał jest prawdziwy, to wszystko w co wcześniej wierzyłem będzie musiało zostać poddane pod wątpliwość – że będe musiał zrekonstruować cały mój system wierzeń.
W tamym czasie myślałem że będzie to niemożliwe; nie wiedziałem jak mógłbym to zrobić. Jednak czułem że musze to zrobić, ponieważ materiał który Helen spisywała w początkowej fazie wydawał się być autentyczny i genialny. Byłem w szoku przez pewien czas, zastanawiając się jak mogłoby być możliwe zrobić taką wielką zmianę w mojej percepcji życia i świata.
Później zrozumiałem że Bóg jest miłościwy i nie prosi nas o nagłe zmiany, jest czas w którym może powoli dokonywać się zmiana w postrzeganiu. Myślę że ważnym była moja chęć zmiany, a nie trudności w zrozumieniu materiału.

I oczywiście, przeprowadziłem się ze środka Manhatanu, gdzie żyłem od 23 lat do Tiburon w Kalifornii – nawet przez myśl mi nie przeszło że takie coś się stanie. Przyzwyczaiłem się do bycia nowojorczykiem, i czułem że to miasto jest centrum Wszechświata i miejscem do którego należę. Ta przeprowadzka była chyba największym kulturowym szokiem jaki przeżyłem, było to nagłe przejście od zgiełku tętniącego życiem Nowego Jorku do spokoju Tiburon.
W końcu też porzuciłem życie akademickie. Najpierw ustąpiłem z mojego stanowiska jako Dyrektor Działu Psychologii w Szpitalu Prezbytariańskim przy Kolumbijskim Prezbytariańskim Centrum Medycznym, i pare lat pozniej zrezygnowałem z pozycji Profesora Psychologii Medycznej na Uniwersytecie Kolumbijskim

NR: Było to podyktowane chęcią poświecenia całego czasu na Kursowi, czy dążeniem do jakiegoś innego celu?

T: Myśle że to była kombinacja tych dwóch. Po dwudziestu latach w Uniwersytecie Kolumbijskim poczułem że to jest czas na opuszczenie uczelni. Było czymś naturalnym zrezygnowanie, od kiedy Kurs został opublikowany

NR: Jaka była dokładnie twoja rola w przepisywaniu Kursu? Czy ty też slyszales glos?

T: Oboje z Helen wiedzieliśmy od początku że to było zadanie dla dwojga, chociaż ja nie słyszałem głosu. Od kiedy Helen słyszała wewnętrzny głos, była niezdolna do transkrypcji materiału samodzielnie ponieważ widziała, że zawartość Kursu wywołuje w niej duży lęk. Moją rolą było wspieranie jej i w razie konieczności dodawanie otuchy tak aby Helen mogła kontynuować pracę. Helen czytała mi materiał a ja przepisywałem go pod jej dyktando.

NR: Odkąd Kurs kwestionował twoj system wierzeń, czemu nie odrzuciłeś go?

T: No coż, mój intelekt pare razy się buntował. Ale to ja byłem tym, który prosił o inną, lepszą drogę w związku z bardzo stresującą sytuacją w pracy, w której ja i Helen próbowaliśmy funkcjonować. Kiedy materiał w Kursie Cudów zaczął się pojawiać, było dla mnie czymś oczywistym, że to była odpowiedź na moją prośbę, bardzo wyraźna odpowiedź. Więc odrzucenie Kursu albo nawet niedowierzanie nigdy nie wchodziło w rachubę.

NR: Co konkretnie było w tym dla ciebie oczywiste, że to rzeczywiście była odpowiedź na twoją prośbę?

T: Być może fakt, że to było zupełnie inne od drogi którą podążałęm przez całe moje życie. Autentyczność materiału uderzyła mnie ponad wszystko inne. Wiedziałem że Helen nie wymyśliła tego, nawet przy jej bardzo bujnej wyobraźni

NR: Autentyczność….?

T: No więc materiał był czymś co przekraczało cokolwiek co ja i Helen mogliśmy pojąć. I odkąd treść była całkowicie obca naszemu doświadczeniu i zainteresowaniu, było dla mnie oczywiste, że przyszło to z niezwykłego źródła. Jakość materiału była bardzo przekonywująca i jego poetyczne piękno dodawało mu mocy.

NR: Wydaje się czymś bardzo niezwykłym, że ty ceniony psycholog, który dzierżył dwie bardzo prestiżowe pozycje zawodowe, mógł zajmować się tego typu materiałem biorąc pod uwagę twoje naukowe podejście, wykształcenie oraz dość sztywne akademickie doktryny, których na pewno przestrzegałeś.

T: Myślę że gdyby nie było tylu niezwykłych doświadczeń, które miały miejsce latem 1965, ani ja ani Helen nie bylibyśmy w stanie zaakceptować materiału, które Helen spisywała. Pisałeś o niektórych doświadczeniach,na łamach New Realities, w relacji z nowej książki Roberta Skutcha – „Journey Without Distance, The Story Behind A Course in Miracles”. Chociaż nasze doświadczenie powiązane z kliniką Majo w Rochester w Minesocie, nie było przedstawione w New Realities. Możliwe, że jak w paru innych rzeczach, te serie zdarzeń sprecyzowały nowy kierunek którym podążyliśmy.

NR: Zdarzenie w Mayo Clinic zdarzyło się we wrześniu, czy Kurs nie zaczął się we październiku?

T: Tak. Byłem poproszony by pojechać do kliniki Mayo i sprawdzić dlaczego oni tam zarabiają pieniądze na pomocy psychologicznej, podczas gdy w Kolumbii wydawało się że ciągle pieniądze tracimy. Myślalem ze znałem odpowiedź na to pytanie ponieważ widzieliśmy ze naszymi glównymi pacientami byli ludzie ktorzy nie byli zdolni placić, a pacjenci Mayo byli ze średniej bądź wyższej klasy i płacili bez problemu. W każdym razie była to ważna wycieczka, i poprosiłem Helen żeby mi towarzyszyła.

Przed wylotem – myślę, że było to noc wcześniej – Helen miala bardzo dziwną wizje kościoła, którą opisała mi z duzymi szczegółami, nawet zrobila szkic. Byl to stary kościół z wieloma wieżami. Pomyślała, że mógł to być kościół luterański. Była przekonana, że w jakiś sposób moglibyśmy zobaczyć ten kosciol z samolotu, kiedy lądowalismy na lotnisku w Rochester. To oczywiście było raczej niemożliwe, ponieważ kościoły nie są budowane blisko lotnisk. W każdym razie wyglądaliśmy przez okna w skupieniu podczas lądowania, ale niesety nie bylo widać żadnego kościoła, co bardzo rozczarowało Helen. Helen była tak zmartwiona nie znalezieniem kościoła, że nie widziałem nadziei w załatwieniu naszych spraw z kliniką, dopóki jakoś niezałatwimy tej sprawy. Raczej desperacko zasugerowałem Helen żebyśmy wynajęli taxi i zobaczyli czy uda nam się znaleźć jej kościół gdzieś w miejskiej okolicy Rochester.

Więc razem z Helen wyruszyliśmy na polowanie na kościoły. Na początku pomyśleliśmy, że moglibyśmy ograniczyć nasze poszukiwania do kościołów luterańskich. Wydaje mi się, że znaleźliśmy takie dwa, ale żaden z nich nie pasował do obrazów widzianych przez Helen. Późnniej zdecydowaliśmy że moglibyśmy również zobaczyć inne kościoły. Myślę że było ich dwadzieścia siedem w okolicy Rochester. Żaden z nich nie był ani troche podobny do tych z tego co widziała Helen. Oczywiście Helen była troche zdruzgotana, ale wzieliśmy się w garść i zaczęlismy się przygotowywać do nadchodzącego biznesowego dnia.

Następnego dnia kiedy z sukcesem skończyliśmy nasze badania, Helen i ja zaczęliśmy przygotowywać się do opuszczenia hotelu. Zszedłem na dół do recepcji, żeby poczekać na nią z bagażem, i zauważywszy ulotke zdecydowałem się ją przejrzeć. Zamiast niej zobaczyłem małą książeczkę zatytułowaną „Historia Kliniki Mayo”. Pomyślałem że fajnie by było mieć pamiątke z naszej wizyty i kupiłem ją za dolara. Kiedy przekartkowałem ją bardzo szybko , zobaczyłem zdjęcie starego kościoła Helen, dokładnie takiego jak opisywała z wszystkimi wieżyczkami i filarami. Był to nawet luterański kościół. Jedyny problem był taki że kościół został zburzony, a klinika Majo została zbudowana na dawnym miejscu kościoła – nie mogłem się doczekać by powiedzieć o tym Helen.

Kiedy zeszła na dół, powiedziałem szybko: „Helen tak naprawdę nie zwariowałaś. Twój kościół tu był, ale już nie istnieje. Kiedy myślałaś, że patrzyłaś na niego z góry z samolotu, tak naprawdę patrzyłaś w miejsce w którym on stał ale dawno temu. Helen okazała ciekawe połączenie emocji. Z jednej strony poczuła ulge, że tak naprawdę nie zwariowała, ale z drugiej było jasne że Helen ma do czynienia z czymś, co postrzegała jako wysoce niezwykłe i nietypowe, a to był obszar w którym nie czuła się za dobrze.

W naszej drodze powrotnej do Nowego Jorku, musieliśmy zmienić samolot w Chicago. Kiedy siedzieliśmy w poczekalni, Helen spostrzegła młodą kobietę czytającą gazetę, która wyglądała dość nieszczęśliwie, jak często wyglądają ludzie którzy czekają na samolot na lotnisku. Zdziwiłem się gdy Helen powiedziała do mnie „Popatrz na tamtą kobietę, chyba jest w poważnych tarapatach – pewnie ma dużo problemów”. Helen chciała podejść do niej i porozmawiać. Jak się okazało,kobieta która miała na imię Charlotte, nigdy wcześniej nie leciała samolotem. Leciała liniami Ozark do Chicago a później do Nowego Jorku, i była w panice. Nie miała pojęcia o Nowym Jorku. Później dowiedzieliśmy się że zostawiła swojego męża i dwoje dzieci i była w wielkim stresie.

Charlotte miała rezerwacje w tym samym samolocie co my. Podczas lotu siedzieliśmy przy niej i trzymaliśmy ją za rękę próbując ją uspokoić i pocieszyć. Zapytaliśmy gdzie miała zamiar zatrzymać się w Nowym Jorku, wkońcu nie znała tam nikogo. Powiedziała że jest luterianką i myślała że mogłaby się skontaktować z kościołem luteriańskim i w jakiś sposób pomogliby jej znaleźć miejsce dla niej w mieście. W tym momoencie Helen i ja wymieniliśmy spojrzenia, wiadomość była oczywista dla nas, wtedy Helen usłyszała swój wewnętrzny głos, który powiedział „I to jest mój prawdziwy kościół, pomoc twojemu bratu, który jest w potrzebie; nie budowla, którą widziałaś wcześniej”. Głos ten stał się dla nas bardzo znajomy, kiedy Kurs zaczął się pare tygodni później w październiku.

Tłumaczenie fragmentu wywiadu ze strony: http://acim-archives.org/Scribes/interviews/Bill-Apr1984.html
Przetłumaczył : jpack