Archiwum kategorii: Kurs Cudów

Lustro

Gdziekolwiek (Duch Święty) patrzy, widzi Siebie


Zwierciadła to bardzo symboliczny przedmiot. Mimo, że używamy ich często, rzadko kto zastanawia się nad ich niezwykłym celem. W
lustrze przeglądamy się by zobaczyć siebie. To coś, czego w niebie nie dalibyśmy rady osiągnąć, ponieważ w niebie my jesteśmy wszystkim co jest i nie ma „zewnętrznego lustra”, obok którego moglibyśmy stanąć i się przejrzeć. Oczywiście to co widzimy, to nie nasze prawdziwe ja, czyli umysł, tylko nasza iluzoryczna, cielesna powłoka. Będąc wszystkim co jest, patrzymy w lustro na małą cząstkę całości i myślimy „Oto ja”. Można powiedzieć, że lustra spełniają ważną rolę w planie ego, przeświadczając
nas za każdym razem, gdy w nie spojrzymy, że jesteśmy ciałem.
Ale istnieje jeszcze pewne „ukryte lustro”, które również odbija
nasz obraz, ale o istnieniu którego nie zdajemy sobie zazwyczaj sprawy.
Gdy spojrzymy na świat widzimy różne obrazy. Trochę dobrego, trochę złego, ale czasem nawet dużo złego… Zwłaszcza gdy włączymy wiadomości w TV szansa, że wiadomości będą złe dramatycznie wzrasta. Ego uwielbia złe wiadomości.
Kurs uczy nas, że świat tak naprawdę nie istnieje, a to co widzimy
jest projekcja naszej podświadomości.

Postrzeganie jest wytworem projekcji. Świat, jaki widzisz, jest tym, co ty mu dałeś, niczym więcej. Lecz choć nie jest niczym więcej, nie jest niczym mniej. Dlatego dla ciebie jest ważny. Jest świadkiem stanu twojego umysłu; zewnętrznym obrazem wewnętrznej kondycji


Zło, które naszym zdaniem czai się w nas, a które pojawiło się w chwili gdy, (jak wierzmy) odłączyliśmy się od Boga, to całe zło ciąży nam tak bardzo, że najpierw zagrzebaliśmy je głęboko w podświadomości, a potem postanowiliśmy je wyeksportować na zewnątrz… Stworzyliśmy zewnętrzny świat, pełen złych ludzi i teraz to oni są winni a nie my! Zatem patrząc na świat, tak naprawdę widzimy lustro ukazujące naszą własną podświadomość. Wszyscy źli ludzie, wszystkie straszne zbrodnie, które tak bardzo potępiamy są lustrzanym odbiciem tego co podświadomie myślimy o sobie.

Każde rozszczepienie umysłu musi wiązać się z odrzuceniem jego części i właśnie to jest przeświadczeniem o osobności.


Czytelniczko, unieś wzrok znad tych liter i rozejrzyj się wokół. To wszystko co widzisz, warunki w których się znajdujesz, to wszystko jest symbolem. Każdego dnia, od rana do nocy patrzymy w lustro naszej podświadomości. Gdy kogoś chwalimy, chwalimy siebie. Gdy osądzamy, potępiamy kogoś, automatycznie potępiamy siebie. Gdy przebaczamy, również przebaczamy tylko sobie.

To, czego projekcji dokonujesz – to wywłaszczasz i dlatego nie jesteś
przeświadczony, że jest twoje. Wykluczasz siebie właśnie poprzez ten osąd, że jesteś inny od tego, na kogo dokonujesz projekcji.


W ukrytym lustrze naszej podświadomości, dla niepoznaki zwanym
„światem zewnętrznym” wszystko (łącznie z naszym ciałem) jest odbiciem naszych myśli i przekonań. Gdy „atakujemy” świat zewnętrzny,
choćby za pomoc osądu, tak naprawdę atakujemy sami siebie .

Lecz projekcja zawsze zrani ciebie. Wzmacnia twoje przeświadczenie o rozszczepieniu twego własnego umysłu, a jej jedynym celem jest utrzymywać bieg odosabniania. Jest ona wyłącznie narzędziem ego, sprawiającym, że czujesz się innym od swoich braci i od nich odosobnionym. Ego uzasadnia to względami, pod którymi wydajesz się być od nich „lepszy”, ukrywając w ten sposób jeszcze bardziej twoją równość im.


Cóż więc robić? Ratunkiem dla nas jest… Prawda. Zamiast nurkować w iluzji, jak szczupak w jeziorze, czas może skupić się na Prawdzie i dostrzeżeniu tego jak sprawy się mają w rzeczywistości. Duch Święty ma dla nas pomoc:

(…) wszystko, co Duch Święty postrzega, jest zupełnie takie samo.
Gdziekolwiek (Duch Święty) patrzy, widzi Siebie, a ponieważ jest zjednoczony, zawsze ofiarowuje całe Królestwo.
(…)Duch Święty zaczyna od postrzegania ciebie jako doskonałego.
Znając, że ta doskonałość jest podzielana, rozpoznaje ją w innych, tym samym wzmacniając ją w nich i w tobie. Zamiast gniewu, budzi to miłość do nich i do ciebie, bo umacnia włączanie. (…) Postrzeganie siebie w ten sposób – to jedyny sposób, w jaki możesz odnaleźć szczęśliwość w tym świecie. Jest tak dlatego, że jest ono uznaniem, iż nie jesteś w tym świecie, bo ten świat jest nieszczęśliwy.
(…)Jak inaczej mógłbyś odnaleźć radość w miejscu, gdzie jej nie ma,
jeśli nie poprzez zdanie sobie sprawy, że ciebie tam nie ma? Nie możesz być tam, gdzie Bóg ciebie nie umieścił a Bóg stworzył ciebie jako część Siebie.


Jasne jest dla nas, że gdy patrzymy w lustro widzimy siebie. Musimy teraz zdać sobie sprawę, że gdy patrzymy w „ukryte lustro”, czyli ten świat
– również widzimy siebie. Nie ma nikogo innego i wszystko co sądzimy o innych, sądzimy (podświadomie) o sobie Wszystko co napotykamy, traktujmy z miłością i przebaczeniem(jeśli jest potrzeba wybaczania), bo wszystko w tym świecie jest albo miłością, albo wołaniem o miłość..
I tu,w codziennej praktyce pomocna być może Lekcja 127: Nie ma żadnej miłości prócz Bożej.


Miłość nie może osądzać. Jako że jest jedna, patrzy na wszystko jako
jedno. Jej znaczenie znajduje się w jedności. I musi ono umykać umysłowi, który myśli o niej jako o częściowej lub w częściach. Nie ma żadnej miłości prócz Bożej i cała miłość jest Jego.
Nie staraj się odnaleźć swojej Jaźni w świecie. Miłość nie jest odnajdywana w ciemności i śmierci. Lecz jest doskonale oczywista dla oczu, które widzą i uszu, które słyszą Głos miłości. Dziś praktykujemy czynienie twojego umysłu wolnym od wszystkich praw, których myślisz, że musisz przestrzegać; od wszystkich ograniczeń, pod którymi żyjesz i wszystkich zmian, o których myślisz, że są częścią ludzkiego przeznaczenia. Dziś wykonujemy największy, pojedynczy krok, jakiego wymaga ten kurs w twoim postępie ku postawionemu mu celowi.
Przywołaj swojego Ojca, pewny, że Jego Głos odpowie. On Sam to przyrzekł. I On Sam umieści w twoim umyśle iskrę prawdy, gdziekolwiek
wyzbywasz się fałszywego przeświadczenia, ciemnego złudzenia twojej własnej rzeczywistości i znaczenia miłości.
pomyśl o kimś, kto wędruje z tobą i kto przyszedł nauczyć się tego, czego ty musisz się nauczyć. I gdy on przychodzi ci na myśl, daj mu to
posłanie od twojej Jaźni:
Błogosławię cię, bracie, Miłością Bożą, którą chciałbym podzielać z tobą. Albowiem chciałbym nauczyć się radosnej lekcji, że nie ma
żadnej miłości prócz Bożej i twojej i mojej i każdego.

KEN WAPNICK O RZECZYWISTOŚCI CIAŁA.

z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”:

Pytanie # 16:

Kiedy mówię sobie w medytacji, że nie jestem ciałem i jestem wolna, czuję spokój umysłu. Ale kiedy otworzę oczy, oto jest – moje ciało. Nie irytuje mnie to, a raczej dezorientuje. Kiedy patrzę na siebie, czuję się piękna, ale martwię się, że w ten sposób mogę karmić ego, zamiast doceniać to, co mam. Dla mnie to łamigłówka. Masz jakieś przemyślenia na ten temat?

Odpowiedź

Chociaż Kurs mówi nam w wielu miejscach, że nie jesteśmy ciałem (np. Lekcja 199), uznaje również, że w dużym stopniu postrzegamy siebie jako ciała. Jezus zauważa: „Spójrz na siebie, a zobaczysz ciało… bez światła wydaje się, że ono zniknęło. Jednak jesteś pewny, że ono istnieje, ponieważ nadal możesz je poczuć rękami i usłyszeć, jak się porusza. Tutaj to obraz, którym chcesz być sobą. To sposób na spełnienie twojego życzenia. ” (T.24.VII.9:).

Możliwe jest mieć krótkie doświadczenia, w których wydajemy się wykraczać poza naszą identyfikację cielesną, ale prawdopodobnie nie utrzymamy tego przez dłuższy czas, ponieważ tak naprawdę nie chcemy. Nasze „ spełnione życzenie” to postrzeganie siebie jako oddzielną, specjalną, indywidualną jaźń i nasze ciało potwierdza tę tożsamość. Kurs mówi nam, że chociaż to my wybraliśmy i stworzyliśmy tą ograniczoną jaźń jako naszą tożsamość (w fantazji, ale nie w rzeczywistości), nie chcieliśmy brać odpowiedzialności za tę decyzję. A to dlatego, że głęboko w naszej nieświadomości kryje się (wymyślone) przekonanie, że zdobyliśmy to oddzielne ja, atakując Jedność Boga i naszą prawdziwą Tożsamość jako ducha, popełniając wtedy (według ego) straszliwy grzech zniszczenia i morderstwa. Kiedy więc wydaje się, że jesteśmy ciałami zrodzonymi z innych ciał, nasze oddzielne istnienie wcale nie wydaje się być stworzone przez nas samych. Nasi rodzice nas stworzyli. I możemy nawet uwierzyć, ku uciesze naszego ego, że w jakiś sposób Bóg był zaangażowany w to szczególne „stworzenie” naszej indywidualnej jaźni, jak naucza wiele religii.
KURS, wie, jak silnie utożsamiamy się z naszym ciałem i jak bardzo boimy się porzucić ochronę, którą, jak wierzymy, ono zapewnia, i dlatego jego celem nie jest porzucenie naszej identyfikacji cielesnej (dzieje się to tylko na samym końcu). Kurs instruuje nas, jak dać naszemu ciału cel odmienny od pierwotnego celu grzechu, winy i strachu ego. Z pomocą Ducha Świętego ciało staje się narzędziem do nauki naszych lekcji przebaczenia w kontekście naszych relacji z naszymi braćmi i siostrami, również postrzeganymi jako ciała. Będziemy nadal postrzegać siebie i wszystkich jako ciało, dopóki proces przebaczenia nie zostanie zakończony i nie będziemy już mieć winy w umyśle, że potrzebujemy naszego ciała jako obrony.

A jeśli chodzi o postrzeganie siebie jako pięknej, nie ma w tym nic złego, dopóki zdajesz sobie sprawę, że kiedy KURS mówi o tym, jak piękni jesteśmy (np. W.pII.313.2: 2), nie mówi o naszym ciele fizycznym czy naszej osobowości. Odnosi się do odzwierciedlonego piękna Chrystusa w każdym z nas, piękna, które wszyscy dzielimy w równym stopniu jako duch.

O uzdrawianiu

W rozdziale 9 w „Lifetimes when Jesus and Buddha knew each other…”, jak i w samym Kursie Cudów, możemy znaleźć fragment, w którym znajdziemy opis metody jaką stosował Jezus gdy uzdrawiał chorych. Pogrubiłem tekst, który osobiście uważam za wyjątkowy. Chodzi o to, że funkcją Nauczycieli Bożych nie jest uzdrawianie chorych, lecz przypominanie chorym o tym co już jest ich. Gdy sobie przypomą, zostaną uzdrowieni.

„Do nich przybywają nauczyciele Boży, by przedstawić inny wybór, o jakim zapomnieli. Sama obecność nauczyciela Bożego jest przypomnieniem. Jego myśli proszą o prawo zakwestionowania tego, co pacjent zaakceptował jako prawdziwe. Jako posłańcy Boży, Jego nauczyciele są symbolami zbawienia. Proszą pacjenta o przebaczenie Synowi Bożemu w jego własnym Imieniu. Oznaczają Alternatywę. Ze Słowem Bożym w swoich umysłach, przybywają błogosławiąc; nie po to, by uzdrawiać chorych, lecz by im przypomnieć o lekarstwie, jakie Bóg już im dał. To nie ich dłonie uzdrawiają. To nie ich głos mówi Słowo Boże. Oni po prostu dają to, co zostało im dane. Bardzo łagodnie wołają do swoich braci, by odwrócili się od śmierci: „postrzeż, Synu Boży, co Życie może ci ofiarować. Czy chciałbyś zamiast tego wybrać chorobę?”. Nie raz zaawansowani nauczyciele Boży zastanawiają się nad formami choroby, o jakiej jest przeświadczony ich brat. Czyniąc to, zapominają, że one wszystkie mają ten sam cel i dlatego nie są rzeczywiście różne. Oni szukają Głosu Bożego w tym bracie, który chciałby tak oszukiwać siebie samego, by być przeświadczony, że Syn Boży może cierpieć. I przypominają mu, że sam siebie nie uczynił i musi pozostawać, jakim go Bóg stworzył. Oni rozpoznają, że złudzenia nie mogą mieć skutku. Prawda w ich umysłach dociera do prawdy w umysłach ich braci tak, że złudzenia nie są wzmacniane. W ten sposób są one przynoszone do prawdy; prawda nie jest przynoszona do nich. Tak są rozwiewane, nie z woli kogoś innego, lecz poprzez zjednoczenie Jednej Woli z Sobą Samą. I to jest funkcją nauczycieli Bożych: nie widzieć żadnej woli osobną od ich własnej ani ich osobnej od Bożej”
Kurs Cudów, M-5.III.2:11-3:9 (tłumaczenie Cezary Urbański)

Poniżej jeszcze jeden świetny cytat o uzdrowieniu:

„Uzdrowienie musi zachodzić dokładnie w takiej proporcji, w jakiej rozpoznaje się bezwartościowość choroby. Trzeba tylko rzec: „nie mam z niej żadnej korzyści”, i jest się uzdrowionym. Lecz aby to powiedzieć, wpierw trzeba rozpoznać pewne fakty. Po pierwsze, jest oczywiste, że decyzje są z umysłu, a nie ciała. Jeżeli choroba jest tylko błędnym podejściem do rozwiązania problemu, to jest decyzją. A jeżeli jest decyzją, to nie podejmuje jej ciało, lecz umysł. Sprzeciw rozpoznaniu tego jest ogromny, bo istnienie świata, jakim go postrzegasz, zależy od tego, by to ciało było decydentem. Takie pojęcia jak „instynkty”, „odruchy” i im podobne, reprezentują próby wyposażenia ciała w pozaumysłowe czynniki motywujące. W rzeczywistości, takie pojęcia tylko stwierdzają lub opisują problem. Nie udzielają nań odpowiedzi.

Akceptacja choroby jako decyzji umysłu o celu, dla jakiego używałby ciała, jest podstawą uzdrowienia. I tak jest dla wszystkich form uzdrowienia. Pacjent decyduje, że tak jest, i zdrowieje. Jeżeli opowie się przeciw uzdrowieniu, nie zostanie uzdrowiony. Kto jest lekarzem? Jedynie umysł samego pacjenta. Wynik jest tym, czym zdecyduje, że ma być. Zdają mu się służyć szczególne środki, lecz one tylko nadają formę jego własnemu wyborowi. Wybiera je po to, by nadać namacalną formę swoim pragnieniom. I to czynią, i nic innego. W rzeczywistości w ogóle nie są potrzebne. Pacjent mógłby po prostu wstać bez ich pomocy, i powiedzieć: „nie mam dla nich użytku”. Nie ma takiej formy choroby, która nie mogłaby być od razu wyleczona.

Jaki jest pojedynczy wymóg dla tego zwrotu w postrzeganiu? To po prostu ten: rozpoznanie, że choroba jest z umysłu i nie ma nic wspólnego z ciałem. Ile „kosztuje” to rozpoznanie? Kosztuje cały świat, jaki widzisz, bo świat już nigdy nie będzie zdawał się rządzić umysłem. Bo wraz z tym rozpoznaniem odpowiedzialność zostaje umieszczona tam, gdzie jej miejsce; nie na świecie, lecz na tym, kto patrzy na świat i widzi go takim, jaki nie jest. Patrzy na to, co postanawia widzieć. Nie mniej, nie więcej. Świat niczego mu nie czyni. Tylko on myślał, że czynił. Ani też on nie czyni niczego światu, bo mylił się co do tego, czym jest. W tym jest zarówno wyzwolenie od winy, jak i choroby, bo są jednym. Lecz aby zaakceptować to wyzwolenie, brak znaczenia ciała musi być ideą możliwą do przyjęcia”

Kurs Cudów, Podręcznik dla Nauczycieli (punkt 5), tłumaczenie Cezary Urbański

Jak myśleć o innych żyjących w iluzji

Fragment z nadchodzącej książki Garego Renarda „Miłość nie zapomniała nikogo

PURSAH: Ludzie studiujący Kurs często popełniają kilka podstawowych błędów w sposobie w jakim stosują nauki w codziennym życiu. Jednym z powodów jest to, że nie pamiętają czym naprawdę jest duch. Innym jest to, że skupiają się na iluzji, zamiast na rzeczywistości.

GARY: Co masz na myśli?

PURSAH: Gdy ludzie zaczynają się zajmować tego typu naukami, często skupiają się na fakcie, że życie tu jest iluzją, a to nie jest rzecz na której trzeba się skupiać. A to dlatego, iż jeśli to prawda, że jak widzisz innych, tak będziesz widział siebie – a jest to prawda; wtedy gdy zaczniesz iść przez życie patrząc na ludzi i świat jako na iluzję, to w końcu zaczniesz podświadomie myśleć także o sobie, że jesteś iluzją. Poczujesz wtedy pustkę i beznadzieję, co sprawi, że wpadniesz w depresję. Pamiętaj, że twój podświadomy umysł interpretuje wszystko co myślisz o innych jako opisanie ciebie samego. A to dlatego, bo choć nie zdajesz sobie z tego sprawy, twój podświadomy umysł wie wszystko, łącznie z tym, że jesteś tylko ty jeden, który myśli, że się tu znajduje. Z tej przyczyny, wszystko co myślisz o innych, jest tak naprawdę wiadomością od ciebie, dla ciebie, o tobie. Tak to widzi twój podświadomy umysł. Tak więc zdecydowanie nie powinieneś myśleć o innych ludziach jako o iluzji, bo tak zaczniesz odbierać także siebie.

(…)Zatem, zamiast ograniczać osobę, którą spotykasz do małego wycinka czasu i przestrzeni, trzeba byś przeoczył ciało i zrobił to co czynił J. Pomyśl o tej osobie, jako o nieograniczonym istnieniu. Zamiast widzieć w niej część, zobacz w niej całość. Gdy to uczynisz, przestaniesz się skupiać na byciu w iluzji i da to bardzo pozytywne efekty. To po prostu zadziała i zaoszczędzi ci wiele wcieleń pełnych trudów i znoju. Gdy będziesz ich widział jako całość, nie różniących się od Boga, wtedy tak samo zaczniesz myśleć o sobie. Tak właśnie robił J. Widział oblicze Chrystusa w każdym. W Kursie J nie jest szczególny. Mówi, że jesteś mu równy i że doświadczysz tego. A najszybszą drogą do tego doświadczenia jest widzieć w każdym kogo spotkasz rzeczywistość ducha.

GARY: Okej. Więc myślę o każdym kogo spotkam, jako będącym takim samym jak Bóg. To jest ta doskonała jedność o której mówi Kurs. W naszym naturalnym stanie nie różnimy się od Boga i takie myślenie to nie arogancja. Arogancją jest myśleć, iż mogliśmy się odosobnić od Boga. Prawda jest taka, że nie możemy się oddzielić od Boga, no chyba że w snach… i dlatego Kurs doprecyzowuję ideę, że cały wszechświat jest iluzją, stanowiąc iż wszystko jest snem z którego się przebudzimy, a tym przebudzeniem jest oświecenie.

ARTEN: Bardzo dobrze. Kluczem jest myślenie o każdym, jako o całości. Jeśli to zrobisz, będziesz w grupie bardzo niewielu ludzi, którzy to czynili, a to przyśpieszy twoje oświecenie. Twoja podświadomość zrozumie, że jeśli oni są doskonałą jednością z Bogiem, to znaczy, że ty też jesteś doskonałą jednością z Bogiem.

Całe śnienie świata – odczynione

Poniżej, świetny cytat z Kursu Cudów z rozdziału 28.
(Tłumaczenie: C.Urbański). Zastanawiałem się czy pisać jakiś komentarz do tego fragmentu, ale czy jest sens dodawać coś do tych genialnych linijek? 🙂

„Ten świat – tak jak każdy sen śniony przez kogokolwiek w tym świecie – jest bez przyczyny. Żadne plany nie są możliwe i nie istnieje żaden projekt, który można by odnaleźć i zrozumieć. Czegóż innego można by spodziewać się po czymś, co nie ma przyczyny? Lecz jeżeli nie ma przyczyny, nie ma celu. Możesz spowodować sen, lecz nigdy nie nadasz mu rzeczywistych skutków. Bo te zmieniłyby jego przyczynę, a tego uczynić nie możesz. Ten, który śni sen, nie jest na jawie, lecz nie wie, że śpi. Widzi złudzenia siebie jako chorego lub dobrze się mającego, w depresji lub szczęśliwego, lecz bez stałej przyczyny o gwarantowanych skutkach.

Cud ustala, że śnisz sen i że jego treść nie jest prawdziwa. Jest to kluczowy krok postępowania ze złudzeniami. Nikt ich się nie lęka, gdy postrzega, że je wymyślił. Lęk trwał, gdyż on nie widział, że był autorem snu a nie postacią we śnie. On daje sobie następstwa, które śni, że dał swojemu bratu. I tylko te ów sen poskładał i mu ofiarował, by mu pokazać, że jego życzenia spełniły się. Przeto lęka się swojego własnego ataku, lecz widzi go w cudzych rękach. Jako ofiara, cierpi jego skutki, lecz nie ich przyczynę. On nie był autorem swojego własnego ataku i nie on jest winien tego, co spowodował. Cud niczego nie czyni prócz pokazania mu, że niczego nie uczynił. Czego on się lęka, jest przyczyną bez następstw, które uczyniłyby to przyczyną. A zatem tego nigdy nie było…”

„…Ten świat jest pełen cudów. Czekają w świetlanej ciszy obok każdego snu o bólu i cierpieniu, o grzechu i o winie. Są alternatywą snu; wyborem bycia tym, który śni zamiast zaprzeczania aktywnemu udziałowi w wytwarzaniu snu. Są radosnymi skutkami przyjęcia następstwa choroby na powrót do jej przyczyny. Ciało jest wyzwalane, ponieważ umysł przyznaje: „nie mnie jest to czynione, lecz ja to czynię”. I w ten sposób umysł ma wolność dokonania innego wyboru. Tu zaczynając, zbawienie będzie postępować, zmieniając bieg każdego kroku zstępowania w osobność, póki wszystkie te kroki nie zostaną wrócone, drabina nie zniknie, a całe śnienie świata – odczynione”