Archiwum kategorii: Kurs Cudów

Ken Wapnick o uzdrawianiu ciała.

z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”:

Pytanie # 14:

Proszę wyjaśnić wiele fragmentów o uzdrowieniu, które zdają się odnosić do uzdrowienia ciała. Wydaje mi się, że chociaż KURS jest bardzo jednoznaczny na temat procesu leczenia naszych umysłów z błędnego postrzegania naszej rzeczywistości, to równie jasne jest, że zdrowe ciało jest skutkiem umysłu, który jest uzdrowiony. W jaki sposób przekłada się to na nasze osobiste życie jako studentów Kursu? Byłbym skłonny lekceważyć mojego ciało i jego stan, gdyby nie te liczne fragmenty odnoszące się do ciała. Zastanawiam się, że chociaż uzdrowione ciało nie jest celem nauk Kursowych, to wydaje się, niejako efektem ubocznym uzdrowienia umysłu, który możemy się spodziewać gdy podążamy za głosem Ducha Świętego. Dlaczego Jezus w ogóle o tym wspomina, jeśli nie jest to coś, co powinniśmy wziąć pod uwagę?

Odpowiedź :

Masz rację mówiąc, że uzdrowione ciało nie jest celem nauczania Jezusa, ani nie powinno być celem naszej praktyki KURSU. Jezus tak wiele mówi o ciele nie dlatego, że uważa je za ważne czy prawdziwe, ale dlatego, że my uważamy je za ważne i nie rozpoznaliśmy jego celu w strategii ego, polegającej na trzymaniu nas z dala od naszych umysłów. Główną częścią strategii ego jest przekonanie nas, że nasze ciała są całkowicie podatne na działanie sił zewnętrznych – że zarówno choroba, jak i uzdrowienie pochodzą z zewnątrz. Dlatego Jezus koryguje to, ucząc nas o przyczynowo-skutkowej relacji między umysłem a ciałem. To jest punkt wszystkich jego odniesień do uzdrowionego ciała. Skupiamy się na mocy naszych umysłów, a nie na ciele czy jego uzdrowieniu: „Cud jest bezużyteczny, jeśli nauczysz się tylko, że ciało może zostać uzdrowione, bo nie został zesłany po to aby uczyć takiej lekcji. Lekcją jest. że umysł był chory, który myślał, że ciało mogłoby być chore; czyniąc projekcję swojej winy niczego nie spowodował i nie miał żadnych skutków„. (T.28.II.11: 6-7)

Ale on uczy nas o systemie myślowym Ducha Świętego w kontekście tego, co znamy najlepiej i możemy odnosić się do tego najlepiej; a dla prawie każdego z nas jest to świat ciał. W ten sposób wykorzystuje nasze ciała, aby ostatecznie nauczyć nas, że nie jesteśmy naszymi ciałami. Ta świadomość pojawia się jednak pod koniec długiego procesu, który dla większości z nas trwa wiele, wiele lat. W międzyczasie, lekceważenie naszych ciał byłoby odmówieniem sobie wielu możliwości nauki i stosowania zasad Kursu. Nasze fizyczne / psychiczne potrzeby i doświadczenia stanowią program nauczania, którego Jezus może użyć, aby nauczyć nas interpretowania i postrzegania naszych cielesnych doświadczeń w sposób, który pomoże nam odczynić odosobnienie, zamiast je wzmocnić. Dopóki nadal będziemy myśleć, że bez tlenu i jedzenia umrzemy, to nadal wierzymy, że jesteśmy ciałami, a byłoby to szkodliwe dla naszego duchowego postępu, aby zignorować lub zlekceważyć to, co nadal uważamy za prawdziwe. Jezus ostrzega nas w tym względzie: „Ciało jest tylko częścią twojego doświadczenia w świecie fizycznym. Jego zdolności mogą być – i są – często przeceniane. Lecz w tym świecie jest prawie niemożliwe zaprzeczyć jego istnieniu. Ci, którzy to czynią, angażują się w szczególnie bezwartościową formę zaprzeczenia„(T.2.IV.3: 8,9,10,11).

Nacisk zawsze połóżmy na szkolenie naszych umysłów i sposobu, w jaki myślimy, abyśmy w końcu mogli wybrać to co nieograniczone. A to co innego niż proste lekceważenie ciała. Kurs mówi w sekcji „Poza ciałem” w rozdziale 18: „tym, co rzeczywiście się dzieje, jest to, że poniechałeś złudzenia ograniczonej przytomności i utraciłeś lęk przed zjednoczeniem„. Jezus uczy nas, jak dostać się do tego etapu.


Nie chcesz, lub nie masz jak przeczytać? Posłuchaj artykułu w formie AUDIO (mp3, 4 minuty)

Inkarnacje w których Jezus i Budda znali się

Jak wiecie, jesteśmy w trakcie tłumaczenia książki Garego “The Lifetimes when Jesus and Buddha knew each other, History of Mighty Companions”. Akurat mi (JPK) przypadł zaszczyt bycia głównym tłumaczem tej książki. Pomimo, że wszystkie dzieła napisane przez Garego są wyjątkowe i bardzo pomocne dla studentów Kursu Cudów, akurat „The Lifetimes…” jest jeszcze bardziej wyjątkowa.

W pierwszych trzech fascynujących książkach, mogliśmy uczyć się o zaawansowanych naukach Kursu Cudów przedstawionych w bardzo przystępny, zabawny i interesujący sposób. Po przestudiowaniu tych lektur, poziom zrozumienia Kursu Cudów bardzo się u mnie zwiększył. Mogłem nareszcie wziąć to co jest w Kursie i przełożyć to prosto do mojego życia. Nie uważam, że któraś książka Garego jest lepsza czy gorsza – każda jest unikatowa. Jednak w czwartej książce mamy okazję poczytać o inkarnacjach Jezusa i Buddy przed tym gdy byli Jezusem i Buddą (a jeśli chodzi o Buddę, to nawet dowiemy się o jednej inkarnacji po tym jak był Buddą ). Tak naprawdę dopiero po przeczytaniu tej książki w pełni uświadomiłem sobie że Jezus i Budda, to byli zwykli ludzie, tacy jak ja albo Ty. Zwykli ludzie, jednak bardzo chcieli poznać prawdę. Od wczesnych inkarnacji wyczuwali, że ten świat nie jest dokładnie tym na co wygląda. To jest naprawdę fascynujące. Możemy przeczytać o tym kim byli gdy nie byli jeszcze mistrzami, o ich przygodach, przeczytamy również ich rzeczywiste dialogi z postaciami, które spotkali na swojej drodze. Przeczytamy również ich faktyczne rozmowy między sobą. Budda i Jezus nie mieli Kursu Cudów do studiowania, sami musieli wszystkiego się uczyć (oczywiście z pomocą Ducha Świętego).

Ciekawe jest to, że prawie w każdej inkarnacji, było dla nich ważne aby nie czynić rzeczy/świata rzeczywistym, w swoim umyśle. To była podstawa, na której opierali swoje dalsze nauki. Wiedzieli, że jeśli jest coś co czynią rzeczywistym w swoim umyśle, to muszą to przebaczyć. I przebaczali tak po kolei wszystko, aż w końcu nie było co przebaczać i mogli osiągnąć swoje oświecenie. Ich przygody i to że udało im się osiągnąć najwyższy cel, pokazuje nam wszystkim, że nam też może się udać. Dlatego uważam, że jest to wyjątkowa książka, bo pokazuje nam przed-Buddę i przed-Jezusa (o ile istnieją takie wyrażenia w naszym języku 😉 ) co jeszcze bardziej przybliża nam nauki Kursu, bo coraz oczywistszym staje się fakt, że wszyscy jesteśmy wzywani do obudzenia przez Ducha Świętego (tak, nawet TY!), jednak nie wszyscy chcemy słuchać.Na zakończenie mojego okropnie nudnego wywodu, cytat z czwartej książki 🙂 :

„…GARY: Więc Platon był nondualistyczny?

PURSAH: Nie. Zobaczysz to w krótkiej wymianie zdań między Takisem a Ikarosem po lekcji z Platonem.

GARY: To byli J i B w tamtym życiu?

PURSAH: Tak. Nie potrzeba wchodzić w szczegóły, jak ci dwaj się poznali. Tak jak ławica ryb pływa razem, tak ludzie podróżują razem w różnych inkarnacjach. Jest przeznaczone, aby byli ze sobą w kontakcie po raz kolejny i kolejny. Oto fragment tego o czym mówili. Oczywiście jest to tłumaczenie. Nie mówili po angielsku, podobnie jak inni rozmówcy, o których ci opowiadaliśmy.

TAKIS: Platon ma dylemat. W jego filozofii wszystkie rzeczy pochodzą z Dobrego. A wszystkie obiekty w materialnym świecie są symbolami idei. Więc tak jak w jaskini, obrazy które widzą więźniowie to symbole albo cienie czegoś innego. Nie są rzeczywiste. Ale dylemat jest następujący. Wszystko pochodzi z Dobrego, jednak Platon nie może wyjaśnić dlaczego Dobro stworzyło coś co nie jest rzeczywiste i radzi sobie z tym idąc na kompromis. Dochodzi do konkluzji, że rzeczy które widzi nie są rzeczywiste, ale idee stojące za nimi już są. I nadal tkwi w dualizmie ponieważ istnieje jakieś źródło które tworzy złudzenie. Jeśli źródło wchodzi w interakcję z czymś innym wtedy mamy dualizm.

IKAROS: Masz rację. Platon to genialny filozof, jednak prawda jest taka, że symbole które widzimy nie są prawdziwe, ale idee stojące za nimi również nie są prawdziwe. Wszystko to pochodzi z pozornie odseparowanego umysłu. A ten umysł nie jest źródłem prawdziwego życia, a jedynie jego imitacją.

ARTEN: Akademia platońska pozwalała aby wielkie intelekty spotykały się i dyskutowały. Nasi dwaj przyjaciele posiadając już doświadczenie z poprzednich żyć, mogli uczyć się od Platona, jednak myśleć po swojemu. Pokazali wyłącznie szacunek dla Platona w dyskusji, która miała miejsce w klasie, ale prywatnie doszli do innej konkluzji, takiej która do nich wróciła i wpłynęła na ich dwie ostatnie inkarnacje.

IKAROS: To życie jest oszustwem. To wszystko jest tylko po to, aby odwracać naszą uwagę od prawdy, od poznania prawdziwego życia. Filozoficzne spekulację są w porządku, ale dokąd cię zaprowadzą? Musimy dostać się do miejsca, gdzie nie ma kompromisów…”

Czym jest „oczyszczenie” o którym mówi Kurs Cudów?

z serii „Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”:

Pyt. #13 Jak myślisz, co znaczy stwierdzenie „wpierw niezbędne jest oczyszczenie”?

ODP: Stwierdzenie to pada w siódmym punkcie zasad cudów „Cuda są prawem każdego, lecz wpierw niezbędne jest oczyszczenie” (T.1.I.7:1). Niektórzy studenci uważają, że Jezus mówi o oczyszczeniu ciała, a ich przeszłe wspomnienia uruchomią w ich umyśle wszelkie przeświadczenia na temat słowa „oczyszczenie”. Dla niektórych może to być oczyszczenie „duszy” poprzez przez chrzest lub zadośćuczynienie grzechu poprzez pokutę i ofiarę. Dla innych „oczyszczenie” może mieć związek z pozbyciem się ludzkich pragnień poprzez medytację i zdyscyplinowane praktyki. Bez względu na to, w co ktoś wierzy, jego wiara stanowi podstawę, na której zaczyna budować zrozumienie „procesu oczyszczenia”.

Lecz oto niespodzianka -gdy zaczniemy studiować tekst zrozumiemy jednak, że Jezus w ogóle nie mówi do nas o oczyszczeniu ciała. Nie mógł tak mówić, ponieważ Kurs uczy, że ciało jest iluzją. I będąc iluzją, nie musimy nic robić z nim. Ciało nie musi być oczyszczone, ponieważ nie jest nieczyste. „Niczego nie czyni. nie jest ani zniszczalne, ani niezniszczalne. Jest niczym.” (T.19.IV.C.5: 3,4,5) . To co jest nieczyste to nasze myśli, co oznacza, że to one muszą być oczyszczone, nie ciało. Jak?  Kursowa metoda „oczyszczenia” jest jedna – to przebaczanie. Przebaczenie jednej myśli o poczuciu winy, która oddziela nas od Bożej miłości.

„Proces oczyszczenia” Kursu jest zilustrowany w tym cytacie:

Daj Mu swoje myśli, a On odda ci je jako cuda, radośnie głoszące całkowitość i szczęśliwość, których Bóg chce dla Swojego Syna w dowód Swojej wiecznej Miłości. I gdy każda myśl jest w ten sposób przemieniana, nabiera uzdrawiającej mocy z Umysłu, Który widział w nich prawdę i nie dał się zwieść temu, co zostało fałszywie dodane. Odeszły wszystkie wątki fantazji. A to, co pozostaje, jest zjednoczone w doskonałą Myśl, która wszędzie ofiarowuje swoją doskonałość.
(W.pI.151.14) .

Fragment tłumaczenia nowej książki Garego Renarda

Cześć,
Trwają pracę nad tłumaczeniem nowej książki Garego  „The Lifetimes when Jesus and Buddha knew each other: A history of Mighty Companions”.  Poniżej prezentujemy krótki fragment:

GARY: Czekaj, szybkie pytanie zanim pójdziemy dalej. W ilu inkarnacjach J i Budda się znali?
PURSAH: Było ich około czterdziestu. Wspomnimy tylko o siedmiu najważniejszych.
GARY: Czterdzieści? No to trochę tego było, prawda?
ARTEN: To nie jest dużo. Są osoby które znałeś setki razy na przestrzeni tysięcy lat twoich wszystkich inkarnacji. J i Budda nie mieli tak dużo żyć jak ty, ponieważ ich nie potrzebowali, również powodem dla którego ich relacje są dla ciebie tak ważne jest to że znali dużo sławnych osób, będących równocześnie mistrzami. Jest dobry powód ku temu. Pamiętaj że nie wierzyli w sen tak bardzo jak inni. Dlatego byli gotowi aby być z ludźmi którzy sami byli gotowi ich uczyć.
GARY: Więc to jest tak, że gdy uczeń jest gotowy, mistrz sam się pojawi?
ARTEN: Tak, i w drugą stronę tak samo
PURSAH: W Chinach w tamtych czasach, życie było bardziej różnorodne niż myślisz, częściowo dlatego Chiny są tak wielkie. Rzeczy, o których czytasz w książkach do historii, są tylko jej małą częścią i nie ma sensu się w to wgłębiać. Dla naszych celów ważna jest prawda i używanie jej aby przebudzić się ze snu.
Od teraz, gdy będziemy mówić o Buddzie, czasami będziemy mówić na niego po prostu B. A imiona J i B, w tamtych czasach to Shao Li, która była kobietą i Wosan – mężczyzna. Byli sąsiadami, którzy razem posiadali zdolności jasnowidzenia. To nie była szczęśliwa okoliczność dla ich rodzin, które martwiły się, że dzieci będą odbierane jako inne, wyśmiewane albo jeszcze coś gorszego. Jednak nastawienie rodziców zmieniło się, gdy wieść o niezwykłych dzieciach rozeszła się i bogate rodziny chciały zasięgnąć u nich rady. Rodziny chciały płacić w złocie, a rodzice którzy byli biedni nie chcieli odrzucać takiej okazji. Dzieci mówiły rodzinom takie rzeczy o których nie miały prawa wiedzieć więc wszyscy wierzyli w ich umiejętności. Później Shao Li i Wosan mówili im co powinni uczynić, żeby otrzymać to co chcą.
GARY: Więc Shao Li to był później J, a Wosan to późniejszy B?
PURSAH: Tak. Ludzie nie zmienili się za bardzo od dwóch tysięcy sześćset lat, tylko sceneria. To co chcieli ci którzy pytali dzieci to pieniądze, sukces, sława i specjalna miłość. I dzieci było całkiem dobre w doradzaniu o tych rzeczach. Gdyby chcieli, Shao Li i Wosan byliby ustawieni do końca ich życia.
Ale to nie jest koniec historii. Nasza dwójka była przyjaciółmi w dzieciństwie, a gdy byli nastolatkami zakochali się w sobie. Chcieli też czegoś więcej niż życie które wiedli dotychczas. Ich rodzice byli względnie szczęśliwi, ale nie oni. Wiedzieli że jest coś więcej i to znacznie więcej: do nauczenia, doświadczenia i że jest coś ważniejszego niż to co świat fizyczny ma do zaoferowania. Planowali swoją ucieczkę od miesięcy i pewnej nocy wzięli co mogli ze sobą łącznie ze złotem i uciekli daleko.
Nasza para wzięła ślub ale nie osiadła nigdzie. Na początku byli jak ryba wyciągnięta z wody, stawiali niepewne kroki i starali się wtopić w miasto w którym właśnie przebywali. Po roku czasu, usłyszeli o nauczycielu, tym który zna „sekret życia” i który mógłby poprowadzić ich do oświecenia. Shao Li i Wosan zaczęli być bardzo podekscytowani. Ich wysoko rozwinięta intuicja mówiła im, że powinni iść do tego człowieka i się od niego uczyć.
Tym człowiekiem był Lao-tzu. Większość nauczycieli i tradycji nie akceptowało kobiet w tamtych czasach, ale Lao-tzu był inny. Wziął nowo przybyłą parę na bok i porozmawiał z nimi. Powiedział im że aby za nim podążać, muszą oddać wszystkie ziemskie rzeczy jakie posiadają i wyzbyć się przywiązań do starych przekonań i ewentualnie wyzbyć się pożądania. Ale czy byli gotowi na taki rodzaj życia?
Tak byli. Ufali swojej wrodzonej mądrości, ale nie wiedzieli czy to będzie ścieżka, którą będą podążać przez całe życie. Chociaż Lao-tzu wymagał dyscypliny, Shao Li i Wosan eksperymentowali, chcąc sprawdzić czy to jest rzeczywiście to czego chcą. Spędzili już dużo czasu czując się nieszczęśliwymi i nie chcieli tego powtarzać. Więc gdyby z Lao-tzu nie wyszło, poszliby dalej. Pokazali trochę zaangażowania oddając złoto które posiadali żebrzącym na ulicy. Brali niektórych żebraków na bok i oddawali pewne ilości złota, żeby nie robić publicznych scen.
ARTEN: Zajęło trochę czasu zanim przywykli do bycia ascetami. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do regularnego jedzenia, głód potrafi być bardzo duży za pierwszym razem. Na początku Shao Li i Wosan tęsknili za obfitością, smacznym jedzeniem jak i innym komfortami, z które byliby w stanie zapłacić. Jednak mistrz powiedział im wiele na temat natury świata, który wedle tego co mówił był całkowicie iluzoryczny. Mówił wprost że świat był następstwem podstępu ego.”

Trzy proste sposoby aby odczynić ego według Garego Renarda

Trzy proste sposoby aby odczynić ego
według Garego Renarda

Chcę się z wami podzielić kilkoma pomocnymi sposobami odczynienia ego (myśli o oddzieleniu od naszego Źródła i idei, że możemy mieć własną, indywidualną tożsamość) i powrotu do naszej rzeczywistości, która jest dokładnie taka sama jak nasze Źródło. Mam nadzieję, że przydadzą się wam te narzędzia i przybliżą was do doświadczenia naszej rzeczywistości, która, w odróżnieniu od tego nietrwałego świata, jest wieczna.

1. Niech Duch Święty będzie twoim szefem. Tę prostą czynność można zrobić rano, i potrzebujesz raptem 10 sekund. Powiedz: „Duchu Święty, ty mnie prowadź. Kieruj moimi myślami cały dzień. Jeśli nie będzie czasu by cię spytać, wiem, że sprawisz iż potrzebna mi mądrość przyjdzie do mnie, gdy będę jej potrzebował. To co robię jest wynikiem tego co myślę i ufam Tobie, że pokierujesz mną”.
To może się wydawać proste, ale ma o wiele większe znacznie niż uświadamia sobie większość ludzi. Gdy oddajesz przewodnictwo Duchowi Świętemu, w aktywny sposób odczyniasz ideę oddzielenia, bo jeśli robisz wszystko sam, wówczas wspierasz koncepcje oddzielenia, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

2. Praktykuj prawdziwą formę Modlitwy: jest to medytacja, gdzie łączysz się ze swoim Źródłem i stajesz się jednym z Bogiem. Zamykasz oczy i próbujesz dołączyć do doskonałej jedności z Bogiem. Prawdziwa modlitwa dzieje się w ciszy. Słowa czy myśli są używane jedynie na początku, aby wprowadzić się w stan wizualizacji, gdzie jesteś gotowy złączyć się z tym co cię stworzyło. Potem przez pięć minut, złącz się w twoim umyśle, w ciszy z Bogiem, otoczony miłością i wdzięcznością. Rób tak dwa razy dziennie. To sprawi, że twój umysł będzie natchniony i zainspirowany. Miłość i wdzięczność to wspaniały punkt startu naszego dnia codziennego i to będzie Cię wiodło do natchnionych pomysłów, które pokierują cie w życiu. Tak naprawdę tylko miłość ma znaczenie. Reszta jest tylko naturalnym skutkiem ubocznym.

3. Praktykuj Prawdziwe Przebaczanie: Przebaczamy ludziom nie dlatego, że coś naprawdę zrobili, bo to by czyniło z nas ofiary. Przebaczamy ludziom ponieważ, tak naprawdę oni niczego nie zrobili, ponieważ to my ich wyśniliśmy. Przeoczamy nasze halucynacje i myślimy o tych pozornie oddzielonych ludziach, jako tych czym naprawdę są, czyli doskonałym duchem – dzięki temu tak też będziemy uważać sami o sobie. Kurs uczy „Tak jak go widzisz, siebie widzieć będziesz”(KC T-8.III.4) To niepodważalne prawo umysłu.
To wszystko działa, ale tylko jeśli to praktykujesz. Powodzenia i pamiętajcie o przebaczaniu!

Czwarty numer magazynu ND

Zapraszam do przeczytania fragmentu Wywiadu z Cezarym Urbański, tłumaczem I polskiego wydania Kursu Cudów.

Całość w najnowszym 4 numerze Magazynu Duchowego

 

   CU: Tak naprawdę to my się uczymy „chcieć”. Kurs Cudów pobudza nasz apetyt na doznania duchowe. Całe poznanie jest w nas. My tylko musimy zechcieć, dać przeminąć tym wszystkim przeszkodom stojącym na drodze do poznania. Ja przeżyłem to swoja wewnętrzną przemianę po prostu w ten sposób, że się otworzyłem.
Podziwiam tych wszystkich ludzi, którzy biorą się za Kurs, a nie mieli tych dramatycznych przeżyć jak ja. Bo to jest trochę jak nauka języka obcego. Niektórzy mają talent i łatwo się uczą a niektórzy nie mają…
M: Jak sobie radzisz z negatywnymi emocjami gdy się pojawiają? Czy zaczynasz dzień jakąś myślą? Jak w praktyce stosujesz nauki Kursu?
CU: Wszystkie rzeczy, które nam się zdarzają są lekcjami, które Bóg chciałby abyśmy się nauczyli. To do mnie przemawia. Przekonałem się o jednym. Robię po raz kolejny lekcje, to daje mi taką pewnego rodzaju dyscyplinę, której mi ewidentnie brak. W pracy staram się nie zapominać o Kursie i lekcjach przebaczania. Teraz w pracy siedzę na słuchawkach i rozmawiam telefonicznie z klientami z Niemiec. Staram się widzieć każdego dzwoniącego jako brata i to moje pozytywne nastawienie po wielokroć jest w stanie przeniknąć po drutach i wywoływać bardzo często niezwykłe reakcje. Po raz kolejny przekonuję się, że nie musisz się zgadzać z Kursem, wierzyć mu na słowo… po prostu zrób o czym tam jest mowa i niech wyniki cię przekonają. Wczoraj na przykład używałem zdania „Jestem świętym synem samego Boga” i jeśli z takim nastawieniem jestem w życiu codziennym, w pracy i na przykład obieram telefon to myślę o rozmówcy, „jesteś świętym synem samego Boga”, i wtedy, nie wiem jak inni, ale ja czuję to naprawdę głęboko, czuję z tym człowiekiem niesłychaną więź. I to jest piękne, to jest Kurs w działaniu(…)

Nie martw się o wynik

Nie martw się o wynik

Artykuł Rev. Larry Glenz, O.M.C.

Ponad dwa lata minęły od chwili gdy pewien niezależny producent filmowy skontaktował się ze mną i zapytał czy mógłby zrobić film na podstawie mojej książki Forgiving Kevin. Książka zawiera moje wspomnienia z czasów gdy zmagałem się uzależnieniem mojego syna od heroiny.

Miałem ambiwalentne odczucia jak powinienem zareagować na tę propozycję. Lata studiowania Kursu Cudów nauczyły mnie nawyku, aby w ważnych kwestiach zwracać się się do Ducha Świętego z prośbą o wskazówki. Moja metoda kontemplacji jest prosta. W moim dzienniku zapisałem sobie następujące pytanie: „Czy powinienem udzielić zgody temu producentowi na zrobienie filmu?”. Potem spisałem wszystkie moje odczucia na ten temat. Trzecim krokiem była modlitwa o łaskę i medytowanie. Pytałem Ducha Świętego „Co chcesz bym uczynił?”. Po medytacji zapisywałem otrzymaną odpowiedź.

Moje obiekcje dotyczyły tego, że historia może zaszkodzić niektórym członkom mojej rodziny. Matka Kevina i jego brat początkowo nie byli zbyt uszczęśliwieni wizją, iż domowe problemy będą wystawione na widok publiczny. Mnie osobiście najbardziej martwiło, jak to wszystko wpłynie na Oliwię, najmłodszą córkę Kevina i czy to nie zaszkodzi jej dorastaniu.

Tymczasem odpowiedź od Ducha Świętego brzmiała: „Zgódź się na zrobienie filmu i nie martw się o wynik”

Wiele się wydarzyło od tamtego czasu. Nie miałem zielonego pojęcia o tym jak się kręci filmy, a to był istny rollercoaster wzlotów i upadków, pełen ekscytujących możliwości i wielkich rozczarowań.

Problemy zaczęły się w listopadzie, w momencie gdy realizacja miała właśnie się rozpocząć. Były pieniądze na start, obsługa została zaangażowana, scenariusz napisany, znani aktorzy zakontraktowani. Lokacje zostały obejrzane i wybrane. Przygotowano dzienny terminarz na cały pięciotygodniowy proces filmowania i rozesłano do wszystkich zainteresowanych. Wszystko było gotowe do akcji. Z nieznanych mi powodów, duża część uzgodnionych wcześniej funduszy została wycofana w dniu wyborów prezydenckich 2016. Kwota była niezbędna by zacząć i zespół wciąż stara się odzyskać to finansowanie. Utrata tamtych funduszy zapoczątkowała całą lawinę problemów, które wciąż muszą być rozwiązane.

Inspiracja Ducha Świętego pozostaje dla mnie niezmienna „Nie martw się o wynik”.

Jak wszyscy wiemy, bardzo trudno czasem jest odpuścić i pozwolić by Bóg się zajął szczegółami. Lecz na tym polega nasz praktyka. Większość zespołu nadal trzyma się projektu i szuka nowych sposobów by zapewnić finansowanie. Jest wielu ludzi, którym szczerze na sercu leży pomoc innym, także tym którzy wpadli w nałogi narkotykowe. Wciąż przypominam sobie, iż Duch Święty poradził mi bym nie martwił się o wynik. Czasem jest mi bardzo trudno o tym pamiętać, ale jestem zdeterminowany, by usłuchać tej rady. Niech się dzieje wola nieba…

Często rozmyślam na tym, czemu Duch Święty pozwolił, aby ten projekt tak wyszedł. Zebraliśmy wiele osób, o dobrych intencjach, które wsparły naszą sprawy pomocy uzależnionym. Czemu taki obiecujący wysiłek, tylu ludzi z pasją spełzł na niczym?

Nie zabiegałem u ludzi o źródła finansowania tego projektu. Niemniej, ostatnio pojawiło się kilka datków od ludzi, którzy chcą wesprzeć naszą sprawę. Epidemia uzależnień stale rośnie wśród młodzieży i wszyscy zastanawiamy się, co z tego wyniknie. Moja rola jest jasna. Nie będę zamartwiał się przeszkodami jakie się pojawiły. Zaufam Duchowi i będę miał otwarty umysł na wszelkie możliwości i okazje jakie się pojawią. Tylko Boży plan zadziała. Temu ufam. I nie będę się martwił o wynik.

© 2017, Pathways of Light. http://pathwaysoflight.org

(artykuł promocyjny z drugiego numeru Magazynu)