W pierwszej części pisałem o sklepach, których nie ma w świecie rzeczywistym. Teraz wracam do początku tego samego podrozdziału Kursu cudów, bo stoi tam zdanie, które – gdyby wyrwać je z kontekstu – powinno zdyskwalifikować tę książkę w oczach każdego psychologa:
„Musisz zaprzeczyć światu, jaki widzisz.” (T 892,1)
Zaprzeczyć. Nie „spojrzeć inaczej”, nie „zdystansować się”, nie „przyjąć szerszą perspektywę”. Zaprzeczyć.
Każdy podręcznik terapii mówi, że wyparcie to zły pomysł i że rzeczy wyparte wracają, zwykle nocą i w gorszym nastroju. A tu najbardziej bezkompromisowa duchowa książka XX wieku zaleca je wprost. Co się tu dzieje?
Odpowiedź jest w drugiej części tego samego zdania, którą zwykle się przeskakuje: „bo jego widok kosztuje cię inny rodzaj wizji”.
To nie jest zdanie o udawaniu. To zdanie o cenie.
Kaczka albo zając
Znasz ten rysunek, na którym widać albo kaczkę, albo zająca. Możesz przełączać się między nimi do woli, ale nie widzisz obu naraz. Nie z powodu braku wysiłku. Z powodu budowy widzenia.
Kurs mówi dokładnie to:
„Nie możesz widzieć obu światów, bo każdy z nich wymaga innego rodzaju widzenia, i zależy od tego, co jest ci drogie. Możesz widzieć jeden, gdy zaprzeczysz drugiemu.” (T 892,2-3)
Czyli „zaprzeczenie” nie oznacza tu „udawaj, że nie ma rachunków”. Oznacza: póki patrzysz na zająca, kaczki po prostu tam nie ma. Nie dlatego, że zniknęła – dlatego, że twoje widzenie jest w danej chwili jedno.
Ken Wapnick zwracał uwagę, że Kurs używa tu słowa „zaprzeczenie” w sensie, który sam wcześniej zdefiniował: zaprzeczenie zaprzeczeniu prawdy. Świat zaprzecza prawdzie, więc więc zaprzeczenie światu nie jest wyparciem, tylko odwołaniem wyparcia. Sam Kurs nazywa to wprost: „Przeto zadaniem cuda czyniącego staje się zaprzeczanie zaprzeczeniu prawdy” (T 756,5). Nic się tu nie dodaje. Zdejmuje się tylko zasłonę, a to, co pod nią było, stało tam przez cały czas.
Rzeczywistość według kursu wymiany
Teraz zdanie, które warto przeczytać dwa razy, bo tłumaczy pół życia:
„Oba nie są prawdziwe, lecz każdy z nich wyda ci się na tyle rzeczywisty, na ile jest ci drogi.” (T 892,4)
Zauważ, co Kurs właśnie zrobił z pojęciem rzeczywistości. Nie powiązał jej z dowodami, logiką ani doświadczeniem. Powiązał ją z przywiązaniem. Rzeczywiste jest to, co ci drogie. Kurs wymiany ustala serce, nie rozum.
Dlatego nikogo nie da się wyperswadować ze świata, który kocha. Możesz człowiekowi przedstawić całą metafizykę Kursu w punktach, z bibliografią, a on uprzejmie przytaknie i wróci do swojego świata, bo jest mu drogi. I odwrotnie: w tej chwili, gdy ci przestaje być drogi, argumenty przestają być potrzebne.
To zresztą dobra wiadomość dla tych, którzy męczą się z Tekstem. Nie przegrywasz na inteligencji. Po prostu jeszcze ci się ten świat podoba. To mija.
Audyt, czyli jedna gwiazdka
Zaraz potem Kurs robi coś, co dziś nazwalibyśmy recenzją produktu:
„Naprawdę nie chcesz świata, jaki widzisz, bo cię rozczarował, odkąd zaczął się czas. Domy, które stawiałeś, nigdy nie dały ci schronienia. Drogi, które budowałeś, zawiodły cię donikąd, i żadne miasto, które założyłeś, nie oparło się kruszącemu naporowi czasu.” (T 893,1-3)
Mieszkanie: nie chroni. Drogi: prowadzą nigdzie. Miasta: nietrwałe. Jedna gwiazdka, nie polecam, adresat nie odpowiada na wiadomości.
I puenta, od której robi się nieswojo:
„Wszystko, coś uczynił, ma na sobie znak śmierci.” (T 893,4)
Ale najważniejsze zdanie tego akapitu jest ostatnie i prawie nikt go nie cytuje:
„…nie możesz znaleźć w nim drogi, która wiedzie zeń do innego świata.” (T 893,7)
W świecie nie ma wyjścia ze świata. Nie ma tabliczki „EXIT”, nie ma lepszego kraju, lepszego związku, lepszej wersji tego życia, która by cię stąd wyprowadziła. To tłumaczy, dlaczego poprawianie okoliczności nigdy nie kończy roboty. Gary Renard porównuje to do przestawiania mebli w płonącym domu – na chwilę może być ładniej, tylko problem jest gdzie indziej.
Dobra wiadomość przychodzi z drugiej strony
I tu Kurs skręca tak, że warto się przytrzymać:
„Jednak świat rzeczywisty ma moc dotknięcia ciebie nawet tu, bo go miłujesz. A to, czego wzywasz z miłością, przybędzie do ciebie.” (T 894,1-2)
Wyjście nie jest w środku, ale wejście działa z zewnątrz. Nie musisz znaleźć drzwi – ktoś je otwiera z drugiej strony, i to nie na twoją prośbę, a na twoją tęsknotę.
A warunek? Kurs podaje go w jednym zdaniu i jest to prawdopodobnie najniższy próg wejścia w całej duchowej literaturze:
„Wszystko, czego potrzebujesz, by z radością zamienić ten świat na ten, jakiego nie uczyniłeś, to chęci nauczenia się, że ten uczyniony przez ciebie jest fałszywy.” (T 894,4)
Nie „zrozumieć”. Nie „osiągnąć”. Chęci nauczenia się. Tyle. Żadnych lat praktyki, żadnej pozycji lotosu, żadnego certyfikatu. Wystarczy być skłonnym się dowiedzieć.
Dlaczego się pomyliłeś
Kolejny akapit wskazuje winnego, i nie jest nim świat:
„Pomyliłeś się co do świata, bo mylnie osądziłeś siebie. Cóż mógłbyś widzieć z tak wypaczonego punktu odniesienia?” (T 895,1-2)
Potem Kurs opisuje mechanizm, który trzeba znać na pamięć:
„Każde widzenie zaczyna się od postrzegającego, który osądza, co jest prawdziwe, a co fałszywe. I nie widzi tego, co osądzi jako fałszywe. (…) kiedykolwiek wkracza osąd, rzeczywistość umyka.” (T 895,3-5)
Innymi słowy: nie jesteś kamerą. Jesteś montażystą, i to z tezą. Osąd nie następuje po zobaczeniu – osąd jest tym, co decyduje, co w ogóle zobaczysz. Materiał niezgodny z linią programową nie wchodzi do wydania.
Dlatego zmiana poglądów na świat nigdy nie wystarcza. Trzeba cofnąć się do wyroku, który wydałeś na siebie – bo to on ustawił kadr.
Pocieszenie jest w zdaniu, które zamyka ten akapit: Chrystus „wciąż jest, choć Go nie poznajesz. Jego Bycie nie zależy od twojego rozpoznania” (T 895,7-8). Twoja decyzja montażowa nie usuwa materiału. Tylko go nie emituje.
Platon tam już był
Jeśli to brzmi znajomo, to nie przypadek. Wapnick w Orędziu Kursu cudów zestawia opis świata rzeczywistego wprost z Platonem – ze światem Idei i z alegorią jaskini. Platon pisał:
„…całą duszą trzeba się odwrócić od świata zjawisk, które powstają i giną, aż dusza potrafi patrzeć na byt rzeczywisty.”
Całą duszą. Nie połową. Dokładnie to samo, co Kurs mówi o dwóch rodzajach widzenia, tylko dwa i pół tysiąca lat wcześniej i bez numeracji akapitów.
Przy okazji drobiazg, który Wapnick zauważył i który mnie rozbawił. Kurs pisze o świecie rzeczywistym: „Nie rozjaśnia go sztuczne światło i nie nastaje w nim noc” (T 891,4). Wapnick komentuje, że „sztuczne” obejmuje tu nie tylko żarówki, ale i Słońce. Nic w tym wszechświecie nie świeci samo. Cała gwiazda jest u Kursu w kategorii oświetlenia zastępczego.
Zdanie, po którym nie ma gdzie uciec
A potem przychodzi akapit, który odbiera ostatnią wymówkę:
„W tym świecie, który rozprasza, nie ma nikogo, kto nie widziałby choć pewnych przebłysków innego świata wokół siebie.” (T 896,1)
Nikogo. Każdy to miał – pięć sekund w ogrodzie, moment nad dzieckiem, chwilę, w której nagle nic nie brakowało. Tylko że, jak pisze Kurs, póki człowiek ceni własny świat, „będzie zaprzeczał wizji tamtego, utrzymując, że miłuje to, czego nie miłuje”.
To jest chyba najlepszy opis ludzkiego życia w jednej linijce. Twierdzimy, że kochamy to, czego nie kochamy, i dziwimy się, że jesteśmy zmęczeni.
A dwa zdania dalej stoją trzy słowa, od których potem trudno się uwolnić:
„Czekasz tylko na siebie.” (T 896,5)
Nie na Boga. Nie na odpowiedni czas, dojrzałość, lepszy moment w życiu, koniec remontu. Na siebie. Kolejka jest jednoosobowa i ty jesteś jej jedynym uczestnikiem.
I dopiero teraz najczulsze miejsce
Gdyby podrozdział kończył się tutaj, byłby bezlitosny. Ale Kurs dokłada akapit, który wszystko ustawia na miejscu:
„…Duch Święty poprawia świat snów, w którym jest całe postrzeganie. Poznanie nie potrzebuje poprawy.” (T 899,3-4)
Naprawie podlega wyłącznie postrzeganie. To, kim jesteś, nie jest w naprawie. Nie trzeba cię remontować, trzeba ci tylko przestawić widzenie – i to robi Ktoś inny, nie ty.
A potem zdanie, które Wapnick cytował w swoich książkach kilkanaście razy i trudno się temu dziwić:
„Miłość czeka na powitanie, nie na czas.” (T 899,7)
Nie czeka, aż będziesz gotowy. Nie liczy lat praktyki. Czeka, aż ją przywitasz – a powitanie zajmuje tyle, ile zajmuje powitanie.
Wapnick dodawał do tego jedną rzecz, którą warto zapamiętać, zwłaszcza jeśli ktoś wyobraża sobie świat rzeczywisty jako lepszą okolicę: świat rzeczywisty to stan umysłu, nie miejsce. Nie przenosisz się tam. Przestajesz widzieć inaczej. I jest to przedostatni krok – po nim nie ma już niczego do zrobienia.
I zaraz jedno rozróżnienie, bo te dwie rzeczy bardzo łatwo skleić w jedną. Szczęśliwy sen i świat rzeczywisty to nie to samo. Szczęśliwy sen zdarza się w środku zwykłego dnia: ten sam sklep, ta sama kolejka, ten sam brat, który cię wczoraj zirytował – tylko przestał być oskarżonym. Forma zostaje, znika osąd. Świat rzeczywisty to szczyt tej samej drabiny, ostatni szczebel, na którym nie ma już w umyśle ani śladu winy. A Niebo nie jest kolejnym szczeblem. Wapnick ujmował to tak: kiedy stajesz na najwyższym szczeblu, drabina znika – i okazuje się, że nigdy z Nieba nie wyszedłeś.
Jeżeli brzmi to jak strata – wszystko, co znasz, w zamian za coś, czego nie umiesz sobie wyobrazić – Kurs odpowiada na to w rozdziale 16, w podrozdziale o moście do świata rzeczywistego. Jest to odpowiedź, którą dobrze mieć przy sobie:
„I z radosnym zaskoczeniem pomyślisz, że za to wszystko wyzbyłeś się niczego!” (T 1232,4)
Niczego. Bo kaczka nigdy nie była zającem. Po prostu tak patrzyłeś.


Dodaj komentarz