Nondualizm

Kurs Cudów · nondualizm · przebaczenie

Kategoria: Relacje z innymi

  • Ken Wapnick o radości pomagania innym

    Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”

    Pytanie #1154:

    Słyszałem, jak ludzie mówią: „Pomaganie innym sprawia mi radość”. Nigdy nie uważałem, że w tym stwierdzeniu jest coś „złego”, dopóki sam tego nie powiedziałem, a mój brat nie powiedział, że próbuję zadowolić samego siebie. Zacząłem się zastanawiać, kto to mówi – ego czy duch? ​​Wiem, że Bóg chce, żebyśmy byli szczęśliwi, ale jak stwierdzić, czy szczęście płynące z pomagania innym pochodzi z ego? Czy możesz podzielić się ze mną swoją opinią?

    Odpowiedź:

    Tak, Bóg pragnie naszego szczęścia, ale to szczęście można znaleźć jedynie poprzez pamiętanie, że należymy do Niego, a nie w żaden sposób do świata (patrz Lekcja 182 [K-czI.182]). Kiedy o tym zapominamy (co zazwyczaj zdarza się nieustannie), będziemy nieszczęśliwi i będziemy szukać poza sobą czegoś, co nas uszczęśliwi. Może to być cokolwiek, w tym pomaganie innym. Jednak zachowanie polegające na pomaganiu innym (forma) samo w sobie nie mówi nam, czy wynikało ono z wyboru twojego umysłu na rzecz ego, czy Ducha Świętego (treść). Gdyby był to wybór właściwy, nie byłbyś zainteresowany rezultatem swojego działania; twój wewnętrzny spokój i szczęście nie zostałyby w żaden sposób zakłócone przez sytuację; nie brałbyś niczego do siebie – pochwały ani krytyki; nie postrzegałbyś sytuacji w kategoriach ofiar i katów; nie wykluczałbyś nikogo z miłości i życzliwości, którą okazałeś tej konkretnej osobie (treść miłości w twoim umyśle, a nie forma pomocy).

    Jezus uczy nas w Kursie Cudów, abyśmy skupiali się na celu, który obraliśmy w naszych umysłach, na wyborze, który poprzedza interakcję behawioralną. To jedyny istotny aspekt tego, co robimy – nasz wybór nauczyciela. Wybrałeś egoistyczny system myślowy separacji, jeśli skupiasz się na ciele – co ciała robią, a czego nie robią i jak to na ciebie wpływa. Wybrałeś system myślowy przebaczenia Ducha Świętego, jeśli skupiasz się na dostrzeganiu wspólnych interesów, a nie odrębnych, i coraz bardziej pociąga cię postrzeganie wszystkich jako części Synostwa, bez wyjątku.

  • Ken Wapnick o tym, by zachowywać się normalnie

    Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”

    Pytanie #1309:

    Ken Wapnick zasugerował, że w kontaktach z innymi powinniśmy zachowywać się „normalnie”, okazując życzliwość tak, jak robią to „normalni” ludzie. Ale jeśli wchodzimy w ten sen jako ego, to czyż normalność nie zawsze oznacza poczucie winy, atak i nienawiść? Jeśli ego to w 100% nienawiść, a Duch Święty wyraz Bożej miłości, czy możliwe jest, by Duch Święty lub Jezus nas prowadził?

    Odpowiedź:

    Nie jest do końca trafnym stwierdzenie, że wkraczamy w ten sen jako ego. Wkraczamy w ten sen w wyniku słuchania ego. Dlatego zazwyczaj myślimy, że jesteśmy ego – przeświadczenie to znajduje odzwierciedlenie w naszym przekonaniu, że jesteśmy jednostką, w ciele, mającą doświadczenie fizyczne, które jest oddzielone od doświadczenia innych. To sprawia, że żyjemy zgodnie z zasadą odrębnych interesów, która głosi, że ty i ja potrzebujemy różnych rzeczy, aby przetrwać. Mówiąc dokładniej, ja muszę zaspokoić swoje potrzeby fizyczne i psychiczne, a ty swoje. Jedynym moim zainteresowaniem twoimi potrzebami jest ciągły strach, że próbując je zaspokoić, coś mi zabierzesz.

    Dopóki słuchamy ego, to właśnie ta nieświadoma dynamika będzie napędzać nasze życie. Na szczęście Kurs Cudów uświadamia nam, że nie musimy słuchać ego. Równie dobrze moglibyśmy zwrócić się do Ducha Świętego jako naszego wewnętrznego Nauczyciela. On nauczy nas, że nasze potrzeby nie są odrębne, ponieważ nasze tożsamości są zupełnie inne, niż kiedykolwiek sobie wyobrażaliśmy. Stopniowo objawi nam, że osoba, za którą się uważamy, jest jedynie marionetką, której próby i udręki nie mają absolutnie żadnego wpływu na naszą rzeczywistość jako jedynego Syna Bożego. Z tej perspektywy dostrzeżemy, że wbrew pozorom mamy tylko jedną potrzebę, którą dzielimy ze wszystkimi: potrzebę przebudzenia się z tego koszmaru do naszej rzeczywistości w Niebie, gdzie w końcu możemy zaznać spokoju.

    Najwyraźniej zatem w naszym umyśle istnieją dwa całkowicie przeciwstawne systemy myślowe. Kiedy słuchamy ego, jesteśmy w stu procentach pełni nienawiści. Kiedy słuchamy Ducha Świętego, jesteśmy w stu procentach pełni miłości. Wybór nauczyciela zależy wyłącznie od nas. Zauważ, że wszystko zależy od tego, co dzieje się w naszym wnętrzu. Ken sugeruje, abyśmy zachowywali się normalnie. Nie oznacza to, że nasze zachowanie powinno być pełne nienawiści. Oznacza to po prostu, że w kontekście rozwoju duchowego, zachowanie nie jest tym, na czym powinniśmy się koncentrować, ponieważ nie jest ono źródłem problemu. Kiedy zmienimy treść naszego umysłu na miłość, nasze zachowanie automatycznie to odzwierciedli. Zazwyczaj nadal będziemy mówić i robić wszystko, czego oczekuje się od nas społecznie, zgodnie z naszymi rolami. Na przykład nadal będziemy zachowywać się tak, jak należy jako rodzic, małżonek, pracownik, przełożony, sąsiad, przyjaciel itd. Jedyną różnicą będzie to, że nasza wewnętrzna mantra „Co będę z tego miał?” zostanie zastąpiona poczuciem wszechogarniającej miłości. Oczywiście, może to czasami wpływać na nasze działania, ale to, jak to się dzieje, nie jest naszą sprawą.

  • Ken Wapnick o wdzięczności

    Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

    Pytanie #1226:

    Proszę o omówienie wdzięczności w kontekście Kursu Cudów. Czy możemy być naprawdę wdzięczni za coś więcej niż możliwość przebaczenia?

    Odpowiedź:

    Jeśli przez wdzięczność za możliwość przebaczenia rozumiesz bycie wdzięcznym sobie nawzajem za te możliwości, dotknąłeś istoty Kursu Cudów, którą jest przebaczenie. W nagranym warsztacie zatytułowanym „Nasza wdzięczność dla Boga” Ken omawia wdzięczność na trzech poziomach: naszą wdzięczność dla Boga, dla Jezusa i dla siebie nawzajem. Tak jak przebaczenie jest korektą dla braku przebaczenia, który odczuwamy, wdzięczność również jest korektą. Koryguje niewdzięczność, którą odczuwamy na tych trzech poziomach, a gdy nasza niewdzięczność zostaje skorygowana, potrzeba wdzięczności znika. Nie ma to nic wspólnego z tym, że Jezus lub Bóg potrzebują naszej wdzięczności (patrz T-6.I.17) – jest to po prostu kolejny wymiar w procesie odczyniania systemu myślowego ego w naszych umysłach. Jeśli niewdzięczność jest postrzegana jako kamień węgielny systemu ego, zasadniczo idący ręka w rękę z osądem, atakiem, strachem i poczuciem winy, to miłość musi nadejść, gdy cofniemy niewdzięczność i pozwolimy sobie poczuć wdzięczność wobec siebie nawzajem, wobec Jezusa i wobec Boga, ponieważ miłość została ukryta za niewdzięcznością. Niewdzięczność jest jak zasłona, a zatem, gdy zasłona zniknie, można doświadczyć Miłości Boga.

    Krótko mówiąc, wdzięczność, którą Kurs prosi nas czuć względem siebie, nie dotyczy tego, co robisz dla mnie, ani nędznego sposobu, w jaki mnie potraktowałeś. Jest to wdzięczność za to, że mogę zobaczyć w tobie lustro mojego własnego ja. Widząc „grzech” w tobie, wiem, że jest we mnie, a zmieniając zdanie o tobie, zmieniam zdanie o sobie. To jest źródło naszej wdzięczności względem siebie. Jednak nie mogę ci przebaczyć bez kochającej Obecności obok mnie, a więc moja wdzięczność wobec ciebie jest niemożliwa bez mojego poczucia wdzięczności wobec Jezusa lub Ducha Świętego. Innymi słowy, zdaję sobie sprawę, że nie mogę zmienić zdania samodzielnie, ponieważ to moje ja wpędziło mnie w ten bałagan, oskarżyło cię i wierzy, że mogę to zrobić sam. Poleganie na tym ja będzie służyć jedynie utrzymaniu mnie w piekle. Tak więc uznaję nie tylko, że nie mogę tego zrobić bez Jezusa, ale także, że nie mogę tego zrobić bez ciebie, ponieważ reprezentujesz część mojego ja, którą oddzieliłem i wypchnąłem poza siebie. I dopóki nie uznam, że nie jesteś poza mną, ale naprawdę jesteś częścią mnie, nigdy nie poznam Chrystusa, którym jestem. „Twą funkcją tu na ziemi jest mu jedynie przebaczyć, byś mógł przyjąć go z powrotem jako swoją Tożsamość. On jest taki, jakim go stworzył Bóg. A ty jesteś tym, czym on jest. Przebacz mu teraz jego grzechy, a ujrzysz, że stanowisz z nim jedność” (K-czI.192.10:6-9).

    W miarę jak posuwamy się naprzód w tym procesie odczyniania ego, nasza wdzięczność dla Jezusa wzrośnie, gdy uświadomimy sobie, że pomimo wszystkich okropnych rzeczy ego, które dzieją się w nas, część z nas wie, że on naprawdę nas kocha i że akceptując jego miłość, możemy zaakceptować miłość, którą jesteśmy. To zatem usuwa niewdzięczność, którą czuliśmy wobec Boga, dzięki naszej akceptacji zastępstwa ego dla prawdziwego Boga. Odzwierciedlając miłość Nieba w swojej relacji z nami, Jezus pomaga nam pamiętać o głębokiej wdzięczności, którą czujemy do Boga jako naszego kochającego Stwórcy i Źródła.

  • Ken Wapnick o tym, kim jest nasz brat

    Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

    Pytanie #1164:

    Mam problem z identyfikacją mojego brata. Wiem, że powiniśmy kochać swojego brata jak siebie samego, bez względu na to, kim on jest. Jestem teraz w rozdziale 25 i nie wiem, kim jest mój brat. Czy to ja sam? Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale naprawdę nie wiem.

    Odpowiedź:

    Źródłem fizycznego wszechświata, w tym wszystkich ciał, które zawiera, jest myśl o separacji traktowana poważnie w jednym umyśle Synostwa. Ta myśl rodzi braterstwo wszystkich oddzielonych. Z wnętrza snu o separacji wydaje się, że istnieje wiele oddzielnych ciał żyjących oddzielnymi życiami, z których wszystkie są określane w Kursie Cudów jako „wasz brat”, ponieważ są oddzielonymi częściami jednego umysłu. To właśnie ma na myśli Jezus, gdy mówi nam: „Jeden brat to wszyscy bracia. Każdy umysł zawiera wszystkie umysły, bo każdy umysł jest jednym. Taka jest prawda” (K-czI.161.4:1-3). Tak więc każdy jest twoim bratem. Wszystko, czego Kurs uczy o praktyce przebaczenia w relacji z „twoim bratem”, dotyczy każdego. Dopóki podzielony umysł postrzega inne ciała jako oddzielne od siebie, istnieje potrzeba przebaczenia. To, co upraszcza praktykę przebaczenia, to jego uniwersalna stosowalność. Każde spotkanie jest okazją, aby zobaczyć wybór umysłu dotyczący separacji odzwierciedlony w myślach i osądach rzutowanych na innych. W podręczniku Jezus mówi nam, że nie ma wypadków, przypadkowych spotkań, nie ma nieznajomych (P-3.1-2). Twój brat to osoba, z którą jesteś w tej chwili: „nieznajomi w windzie [którzy] uśmiechną się do siebie, [..] dorosły [który] nie skarci dziecka za to, że się z nim zderzyło, [..] studenci [którzy] zostaną przyjaciółmi” (P-3.2:2).

    Kochać brata, który wydaje się być obcym, oznacza uznać, że wszelkie postrzegane różnice są nieistotne w obliczu leżącej u podstaw jedności, która jednoczy każdą rozbitą część Synostwa. Każdy brat ma umysł, który zawiera kłamstwo ego o separacji, pamięć Ducha Świętego o prawdzie i moc wyboru między nimi. Kochać brata jako siebie samego oznacza uznać, że postrzeganie go jako oddzielnego jest projekcją umysłu. Kiedy umysł wybiera separację, projektuje poczucie winy za ten wybór na ciało – własne, jak i innych – a następnie błędnie wierzy, że zewnętrzne przyczyny są odpowiedzialne za to, co jest doświadczane w iluzji. ​​Tak więc w praktyce Kursu kochać brata oznacza wybaczyć mu to, czego nie uczynił (T-17.III.1:5). Może on atakować w sposób pełen nienawiści, krzywdzący, ale nie może odebrać pokoju, który mieszka w umyśle. Ten zostaje porzucony tylko przez wybór identyfikacji z ego, a nie z Duchem Świętym.

    Mówienie o oddzielonych częściach oznacza mówienie w dualistycznych terminach, które mają zastosowanie w marzeniu o separacji. W rzeczywistości nie ma „braci”; tylko jeden Syn zjednoczony z Ojcem w jedności, której nie można wyrazić językiem separacji. Jezus używa dualistycznego języka w Kursie, ponieważ wierzymy w dualizm separacji. Uczy przebaczenia, abyśmy mogli cofnąć to przekonanie, ucząc się, że jesteśmy umysłami, a nie ciałami. W tym celu Jezus mówi nam: „Myśl raczej o nim [bracie] jako o umyśle, w którym nadal trwają złudzenia, lecz który to umysł jest ci bratem. Nie czyni go bratem ani to, o czym śni, ani też nie jest bratem jego ciało – “bohater” snu. To jego rzeczywistość jest twoim bratem, tak jak twoja jest jego bratem. Twój i jego umysł złączone są w braterstwie” (T-28.IV.3:3-6). Proces uczenia się, że jako umysły, wszyscy jesteśmy tacy sami, doprowadzi do świadomości, że wszyscy jesteśmy jednością.

  • Pytanie do Kena. Jak można „nic nie czynić gdy druga osoba cierpi”?

    Witajcie, po dłuższej przerwie. Pewna dobra dusza przesłała dziś tłumaczenie pytania do Kena Wapnicka i jego odpowiedź. Pytanie jest bardzo ciekawe a odpowiedź Kena jak zwykle wielce pomocna, zapraszam do lektury. Bardzo dziękuję Damianowi za nadesłanie materiału i proszę o więcej 😉 Malcolm.

    Pyt #114: Mam dwa pytania dotyczące prawdziwej i fałszywej empatii. Myślę, że rozumiem, w jaki sposób Kurs Cudów definiuje różnicę między nimi, ale nie rozumiem, jak można okazywać miłość, współczucie i życzliwość swojemu bratu, nie wpadając w pułapkę ego? Drugie pytanie brzmi: czy kiedy twój brat jest chory, stracił pracę lub ukochaną osobę, jak rozumiem, czy Jezus mówi nam, abyśmy „nic nie robili”? To jest dla mnie trudne. Jeśli cokolwiek powiem lub zrobię, łączę się z ego. Jak inaczej na to spojrzeć?

    Odp: Prawdziwa empatia pochodzi z prawidłowego umysłu, co oznacza, że połączyłeś się z Jezusem lub z Duchem Świętym. W tym momencie jesteś ponad swoim ego i dlatego wszystko, co zrobisz, będzie pełne miłości. Nie możesz wpaść w pułapkę ego, kiedy w świętej chwili jesteś zjednoczony z miłością Jezusa, ponieważ to połączenie jest decyzją skierowaną przeciwko ego – te dwa stany wzajemnie się wykluczają. Oczywiście przez większość czasu wskakujemy z powrotem do naszych nieprawidłowych umysłów i wpadamy w pułapkę ego polegającą na urzeczywistnianiu błędu.

    Kiedy Jezus mówi nam, że nie musimy nic robić, ma na myśli, że nie powinniśmy nic robić sami. Nie zaleca bierności. Uczy nas, że jeśli nie poprosimy jego pomocy lub pomocy Ducha Świętego, prawie na pewno wpadniemy w pułapkę ego. Wtedy, w naszych nieprawidłowych umysłach, nasze postrzeganie będzie takie, że druga osoba naprawdę jest niefortunną ofiarą i że życzliwą i troskliwą rzeczą, którą możemy zrobić, jest wyciągnięcie pomocnej dłoni, aby rozwiązać problem i sprawić, że poczuje się lepiej. W tym postrzeganiu całkowicie straciliśmy z pola widzenia prawdę o naszym bracie, a także o nas samych. Wpadliśmy w pułapkę ego polegającą na uczynieniu naszego brata bezmyślnym, co oznacza, że nie postrzegamy już go ani siebie jako umysłów, które zdecydowały się odrzucić naszą prawdziwą Tożsamość jako Chrystusa, a następnie przenosić odpowiedzialność za ten wybór. Nieprawidłowo umysłowa percepcja zawsze widzi ofiary i prześladowców, a nie umysły posiadające moc wyboru pozwalającą na odwrócenie błędnych decyzji i przyjęcie z powrotem do świadomości odepchniętej miłości. Jeśli tak Cię postrzegam, nie mogę być naprawdę pomocny, nawet jeśli naprawię sytuację zewnętrzną i sprawię, że poczujesz się lepiej. Właściwie zaatakowałem ciebie i siebie, ponieważ przekazuję wiadomość, że mam coś, czego ty nie masz, a ty jesteś bezradny. Widziałem nas jako odrębnych i wczułem się w twoją słabość, potwierdzając w ten sposób pogląd ego na ciebie, a nie pogląd Jezusa na ciebie.

    Korygowanie tego błędnego postrzegania następuje poprzez proszenie o pomoc w patrzeniu oczami Jezusa lub dzieleniu się percepcją z Duchem Świętym. Przedstawiamy nasze postrzeganie wiktymizacji Jezusowi lub Duchowi Świętemu, ponieważ jeśli postrzegam cię jako ofiarę, to ja potrzebuję uzdrowienia. Zanim będę mógł pomóc, muszę skorygować moją percepcję. Nie mówimy teraz o tym, co widzą moje fizyczne oczy. Obiektywnie może się zdarzyć, że straciłeś pracę lub ukochaną osobę; ale stwierdzenie, że jesteś ofiarą, jest interpretacją. Właśnie w tym miejscu popełniam swój błąd. Kiedy postrzegam cię jako ofiarę, sugeruję, że istnieje sprawca i że nie jesteś odpowiedzialny za swój stan. To jest pułapka ego, w którą wpadłem. Kiedy po raz pierwszy uświadomiłem sobie, że postrzegam ciebie jako ofiarę, powinienem był zatrzymać się w tym miejscu i poprosić o pomoc, aby inaczej spojrzeć na sytuację, poprosić o pomoc w wczuciu się w siłę Chrystusa w tobie, a nie w słabość ego w tobie. Jeśli dokonam tej zmiany z nieprawidłowego umysłu na prawidłowy, wówczas automatycznie zostanę poprowadzony do zrobienia tego, co w danych okolicznościach jest najbardziej pełne miłości. Może to oznaczać zrobienie czegoś lub nierobienie niczego, powiedzenie czegoś lub nic. Wszystko, co będzie najbardziej pomocne, stanie się automatycznie, bez namysłu i bez inwestowania w wynik.

  • Co robić, gdy brat prosi nas o coś „oburzającego”?

    Z cyklu ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada.

    Pytanie #541: Mam problem z rozdziałem 12, sekcja III, Inwestycja w rzeczywistość. Jezus mówi, że jeśli ktoś prosi o coś „oburzającego”, powinniśmy to zrobić, bo to nie ma znaczenia. Budzi to mój wielki strach, ponieważ przez całe życie nie potrafiłam odmówić, a to jest coś, co muszę zrobić dla własnego zdrowia psychicznego. Myślałam, że nie obowiązują nas żadne prawa poza Bożymi i że On nigdy niczego nie żąda. To wygląda dla mnie jak żądanie. To sprawia, że czuję się jakbym była pod czyjąś kontrolą, jeśli ktoś ma ochotę poprosić mnie o coś i może rozzłościć się, jeśli tego nie zrobię. Muszę to źle interpretować, ponieważ wywołuje to we mnie lęk w przeciwieństwie do reszty Kursu cudów. Jak Bóg mógłby oczekiwać, że będziemy się tak kłaniać cudzym życzeniom. Czy to nie jest sprzeczne z całą resztą?

    Odpowiedź: Twoje zdezorientowanie tym fragmentem jest powszechne wśród studentów Kursu, ponieważ nasze silne ego ma skłonność do mylenia formy z treścią. Bądź pewna, że Jezus nigdy nie mówi o zachowaniu, lecz jedynie o naszych podstawowych myślach i postawach. Spójrzmy na to zdanie w szerszym kontekście:

    „Rozpoznaj, co nie ma znaczenia, a jeśli twoi bracia poproszą cię o coś 'oburzającego’, zrób to, bo nie ma to znaczenia. Odmów, a twój sprzeciw ustanawia, że ma to dla ciebie znaczenie. Dlatego tylko ty uczyniłeś prośbę oburzającą, a każda prośba brata kierowana jest do ciebie. Dlaczego więc upierasz się, by mu odmówić? Bo to jest zaprzeczenie sobie i zubożenie was obu. On prosi o zbawienie, tak jak ty. Ubóstwo jest z ego, a nigdy z Boga. Nie można stawiać „oburzających” żądań temu, kto rozpoznaje, co jest cenne i nie chce przyjąć niczego innego.

    Zbawienie jest dla umysłu i jest osiągane przez pokój. Jest to jedyna rzecz, która może być zbawiona i jedyny sposób na jej zbawienie. Każda odpowiedź inna niż miłość wynika z mylenia kwestii 'co’ i 'jak’ zbawienia, a to jest jedyna odpowiedź” (T.12.III.4:1,2,3,4,5,6,7,8; 5:1,2,3).

    W tym konkretnym fragmencie nasza tendencja skupia się na części wypowiedzi „zrób to”, chociaż słowa, które Jezus podkreśla, wskazane kursywą, dotyczą naszej interpretacji prośby i naszej motywacji. Jego uwaga skupia się nie na „zrób to”, ale na „bo to nie ma znaczenia”.

    Jezus prosi nas o przyjrzenie się naszemu oporowi wobec prośby brata. Jeśli jesteśmy przy zdrowych zmysłach, usłyszymy prawdziwą prośbę, która kryje się pod konkretnymi słowami i będziemy gotowi odpowiedzieć, ponieważ, mówiąc słowami tego fragmentu, „on prosi o zbawienie”. Nasza odpowiedź może, ale nie musi mieć formy tego, o co on prosi – nieodmawianie prośbie naszego brata nie oznacza, że robimy dokładnie to, o co on prosi behawioralnie. Ale nasza postawa nie będzie oporem czy odrzuceniem, ale otwartością na odpowiedź tym, o co on naprawdę prosi – miłością, o której nie wie, że jest jego.

    Jezus wiedział, że źle zinterpretujemy ten fragment przez nasze ego pomieszanie formy i treści, dlatego kilka rozdziałów później dodaje wyjaśnienie:

    „Powiedziałem, że jeśli brat poprosi cię o głupią rzecz, to ją wykonaj. Bądź jednak pewien, że nie oznacza to zrobienia głupiej rzeczy, która mogłaby zaszkodzić albo jemu, albo tobie, bo to, co zaszkodzi jednemu, zaszkodzi drugiemu. Głupie prośby są głupie tylko dlatego, że są sprzeczne, ponieważ zawsze zawierają jakiś element wyjątkowości. Tylko Duch Święty rozpoznaje głupie potrzeby tak samo jak prawdziwe. I On nauczy cię, jak zaspokoić obie bez utraty żadnej z nich” (T.16.I.6:4,5,6,7,8).

    Po raz kolejny Jezus przenosi punkt ciężkości z konkretnego zachowania na podstawową treść i prosi nas o zwrócenie się do Ducha Świętego o pomoc, ponieważ nasza własna interpretacja odbierze prośbę naszego brata jako atak, a nie jako wezwanie do miłości. Dlatego musimy najpierw poprosić o pomoc dla siebie, zanim będziemy mogli odpowiedzieć na prawdziwą prośbę naszego brata. Tak długo, jak widzimy siebie jako ograniczonych i bezbronnych, będziemy postrzegać prośbę naszego brata jako nieuzasadnione żądanie wobec nas i nieuchronnie będziemy reagować defensywnie, tak jakbyśmy mogli być pomniejszeni przez żądania naszego brata. Jeśli jednak jesteśmy przy zdrowych zmysłach, będziemy w stanie usłyszeć prośbę naszego brata taką, jaką ona naprawdę jest – bojaźliwym wołaniem o miłość od kogoś, kto nie wierzy, że zasługuje na miłość. I będziemy wiedzieli, że jedyną odpowiedzią, której się domaga, jest miłość (T.12.I.3,4,5), której nie jesteśmy źródłem.

    Poprzez naszą gotowość do bycia kanałem dla miłości, do której On wzywa, mówimy, że jesteśmy gotowi sami doświadczyć tej miłości. Dlatego, jak mówi Jezus we wcześniejszym fragmencie, odmówić prośbie brata to zubożyć także siebie. Gniew i opór, który czujesz, są wskazówkami, że ego jest twoim przewodnikiem. Tak więc, podczas gdy czujesz, że możesz potrzebować zachować granice, aby chronić siebie, Jezus mówi, że nadal jest możliwe odpowiedzieć na podstawową prośbę twojego brata o miłość. Jezus bowiem nigdy nie prosiłby nas o zrobienie czegoś, co według nas mogłoby nas zranić – to my zawsze wymagamy tego od siebie.

  • Lustro

    Gdziekolwiek (Duch Święty) patrzy, widzi Siebie


    Zwierciadła to bardzo symboliczny przedmiot. Mimo, że używamy ich często, rzadko kto zastanawia się nad ich niezwykłym celem. W
    lustrze przeglądamy się by zobaczyć siebie. To coś, czego w niebie nie dalibyśmy rady osiągnąć, ponieważ w niebie my jesteśmy wszystkim co jest i nie ma „zewnętrznego lustra”, obok którego moglibyśmy stanąć i się przejrzeć. Oczywiście to co widzimy, to nie nasze prawdziwe ja, czyli umysł, tylko nasza iluzoryczna, cielesna powłoka. Będąc wszystkim co jest, patrzymy w lustro na małą cząstkę całości i myślimy „Oto ja”. Można powiedzieć, że lustra spełniają ważną rolę w planie ego, przeświadczając
    nas za każdym razem, gdy w nie spojrzymy, że jesteśmy ciałem.
    Ale istnieje jeszcze pewne „ukryte lustro”, które również odbija
    nasz obraz, ale o istnieniu którego nie zdajemy sobie zazwyczaj sprawy.
    Gdy spojrzymy na świat widzimy różne obrazy. Trochę dobrego, trochę złego, ale czasem nawet dużo złego… Zwłaszcza gdy włączymy wiadomości w TV szansa, że wiadomości będą złe dramatycznie wzrasta. Ego uwielbia złe wiadomości.
    Kurs uczy nas, że świat tak naprawdę nie istnieje, a to co widzimy
    jest projekcja naszej podświadomości.

    Postrzeganie jest wytworem projekcji. Świat, jaki widzisz, jest tym, co ty mu dałeś, niczym więcej. Lecz choć nie jest niczym więcej, nie jest niczym mniej. Dlatego dla ciebie jest ważny. Jest świadkiem stanu twojego umysłu; zewnętrznym obrazem wewnętrznej kondycji


    Zło, które naszym zdaniem czai się w nas, a które pojawiło się w chwili gdy, (jak wierzmy) odłączyliśmy się od Boga, to całe zło ciąży nam tak bardzo, że najpierw zagrzebaliśmy je głęboko w podświadomości, a potem postanowiliśmy je wyeksportować na zewnątrz… Stworzyliśmy zewnętrzny świat, pełen złych ludzi i teraz to oni są winni a nie my! Zatem patrząc na świat, tak naprawdę widzimy lustro ukazujące naszą własną podświadomość. Wszyscy źli ludzie, wszystkie straszne zbrodnie, które tak bardzo potępiamy są lustrzanym odbiciem tego co podświadomie myślimy o sobie.

    Każde rozszczepienie umysłu musi wiązać się z odrzuceniem jego części i właśnie to jest przeświadczeniem o osobności.


    Czytelniczko, unieś wzrok znad tych liter i rozejrzyj się wokół. To wszystko co widzisz, warunki w których się znajdujesz, to wszystko jest symbolem. Każdego dnia, od rana do nocy patrzymy w lustro naszej podświadomości. Gdy kogoś chwalimy, chwalimy siebie. Gdy osądzamy, potępiamy kogoś, automatycznie potępiamy siebie. Gdy przebaczamy, również przebaczamy tylko sobie.

    To, czego projekcji dokonujesz – to wywłaszczasz i dlatego nie jesteś
    przeświadczony, że jest twoje. Wykluczasz siebie właśnie poprzez ten osąd, że jesteś inny od tego, na kogo dokonujesz projekcji.


    W ukrytym lustrze naszej podświadomości, dla niepoznaki zwanym
    „światem zewnętrznym” wszystko (łącznie z naszym ciałem) jest odbiciem naszych myśli i przekonań. Gdy „atakujemy” świat zewnętrzny,
    choćby za pomoc osądu, tak naprawdę atakujemy sami siebie .

    Lecz projekcja zawsze zrani ciebie. Wzmacnia twoje przeświadczenie o rozszczepieniu twego własnego umysłu, a jej jedynym celem jest utrzymywać bieg odosabniania. Jest ona wyłącznie narzędziem ego, sprawiającym, że czujesz się innym od swoich braci i od nich odosobnionym. Ego uzasadnia to względami, pod którymi wydajesz się być od nich „lepszy”, ukrywając w ten sposób jeszcze bardziej twoją równość im.


    Cóż więc robić? Ratunkiem dla nas jest… Prawda. Zamiast nurkować w iluzji, jak szczupak w jeziorze, czas może skupić się na Prawdzie i dostrzeżeniu tego jak sprawy się mają w rzeczywistości. Duch Święty ma dla nas pomoc:

    (…) wszystko, co Duch Święty postrzega, jest zupełnie takie samo.
    Gdziekolwiek (Duch Święty) patrzy, widzi Siebie, a ponieważ jest zjednoczony, zawsze ofiarowuje całe Królestwo.
    (…)Duch Święty zaczyna od postrzegania ciebie jako doskonałego.
    Znając, że ta doskonałość jest podzielana, rozpoznaje ją w innych, tym samym wzmacniając ją w nich i w tobie. Zamiast gniewu, budzi to miłość do nich i do ciebie, bo umacnia włączanie. (…) Postrzeganie siebie w ten sposób – to jedyny sposób, w jaki możesz odnaleźć szczęśliwość w tym świecie. Jest tak dlatego, że jest ono uznaniem, iż nie jesteś w tym świecie, bo ten świat jest nieszczęśliwy.
    (…)Jak inaczej mógłbyś odnaleźć radość w miejscu, gdzie jej nie ma,
    jeśli nie poprzez zdanie sobie sprawy, że ciebie tam nie ma? Nie możesz być tam, gdzie Bóg ciebie nie umieścił a Bóg stworzył ciebie jako część Siebie.


    Jasne jest dla nas, że gdy patrzymy w lustro widzimy siebie. Musimy teraz zdać sobie sprawę, że gdy patrzymy w „ukryte lustro”, czyli ten świat
    – również widzimy siebie. Nie ma nikogo innego i wszystko co sądzimy o innych, sądzimy (podświadomie) o sobie Wszystko co napotykamy, traktujmy z miłością i przebaczeniem(jeśli jest potrzeba wybaczania), bo wszystko w tym świecie jest albo miłością, albo wołaniem o miłość..
    I tu,w codziennej praktyce pomocna być może Lekcja 127: Nie ma żadnej miłości prócz Bożej.


    Miłość nie może osądzać. Jako że jest jedna, patrzy na wszystko jako
    jedno. Jej znaczenie znajduje się w jedności. I musi ono umykać umysłowi, który myśli o niej jako o częściowej lub w częściach. Nie ma żadnej miłości prócz Bożej i cała miłość jest Jego.
    Nie staraj się odnaleźć swojej Jaźni w świecie. Miłość nie jest odnajdywana w ciemności i śmierci. Lecz jest doskonale oczywista dla oczu, które widzą i uszu, które słyszą Głos miłości. Dziś praktykujemy czynienie twojego umysłu wolnym od wszystkich praw, których myślisz, że musisz przestrzegać; od wszystkich ograniczeń, pod którymi żyjesz i wszystkich zmian, o których myślisz, że są częścią ludzkiego przeznaczenia. Dziś wykonujemy największy, pojedynczy krok, jakiego wymaga ten kurs w twoim postępie ku postawionemu mu celowi.
    Przywołaj swojego Ojca, pewny, że Jego Głos odpowie. On Sam to przyrzekł. I On Sam umieści w twoim umyśle iskrę prawdy, gdziekolwiek
    wyzbywasz się fałszywego przeświadczenia, ciemnego złudzenia twojej własnej rzeczywistości i znaczenia miłości.
    pomyśl o kimś, kto wędruje z tobą i kto przyszedł nauczyć się tego, czego ty musisz się nauczyć. I gdy on przychodzi ci na myśl, daj mu to
    posłanie od twojej Jaźni:
    Błogosławię cię, bracie, Miłością Bożą, którą chciałbym podzielać z tobą. Albowiem chciałbym nauczyć się radosnej lekcji, że nie ma
    żadnej miłości prócz Bożej i twojej i mojej i każdego.

  • Jak myśleć o innych żyjących w iluzji

    Fragment z nadchodzącej książki Garego Renarda „Miłość nie zapomniała nikogo„

    PURSAH: Ludzie studiujący Kurs często popełniają kilka podstawowych błędów w sposobie w jakim stosują nauki w codziennym życiu. Jednym z powodów jest to, że nie pamiętają czym naprawdę jest duch. Innym jest to, że skupiają się na iluzji, zamiast na rzeczywistości.

    GARY: Co masz na myśli?

    PURSAH: Gdy ludzie zaczynają się zajmować tego typu naukami, często skupiają się na fakcie, że życie tu jest iluzją, a to nie jest rzecz na której trzeba się skupiać. A to dlatego, iż jeśli to prawda, że jak widzisz innych, tak będziesz widział siebie – a jest to prawda; wtedy gdy zaczniesz iść przez życie patrząc na ludzi i świat jako na iluzję, to w końcu zaczniesz podświadomie myśleć także o sobie, że jesteś iluzją. Poczujesz wtedy pustkę i beznadzieję, co sprawi, że wpadniesz w depresję. Pamiętaj, że twój podświadomy umysł interpretuje wszystko co myślisz o innych jako opisanie ciebie samego. A to dlatego, bo choć nie zdajesz sobie z tego sprawy, twój podświadomy umysł wie wszystko, łącznie z tym, że jesteś tylko ty jeden, który myśli, że się tu znajduje. Z tej przyczyny, wszystko co myślisz o innych, jest tak naprawdę wiadomością od ciebie, dla ciebie, o tobie. Tak to widzi twój podświadomy umysł. Tak więc zdecydowanie nie powinieneś myśleć o innych ludziach jako o iluzji, bo tak zaczniesz odbierać także siebie.

    (…)Zatem, zamiast ograniczać osobę, którą spotykasz do małego wycinka czasu i przestrzeni, trzeba byś przeoczył ciało i zrobił to co czynił J. Pomyśl o tej osobie, jako o nieograniczonym istnieniu. Zamiast widzieć w niej część, zobacz w niej całość. Gdy to uczynisz, przestaniesz się skupiać na byciu w iluzji i da to bardzo pozytywne efekty. To po prostu zadziała i zaoszczędzi ci wiele wcieleń pełnych trudów i znoju. Gdy będziesz ich widział jako całość, nie różniących się od Boga, wtedy tak samo zaczniesz myśleć o sobie. Tak właśnie robił J. Widział oblicze Chrystusa w każdym. W Kursie J nie jest szczególny. Mówi, że jesteś mu równy i że doświadczysz tego. A najszybszą drogą do tego doświadczenia jest widzieć w każdym kogo spotkasz rzeczywistość ducha.

    GARY: Okej. Więc myślę o każdym kogo spotkam, jako będącym takim samym jak Bóg. To jest ta doskonała jedność o której mówi Kurs. W naszym naturalnym stanie nie różnimy się od Boga i takie myślenie to nie arogancja. Arogancją jest myśleć, iż mogliśmy się odosobnić od Boga. Prawda jest taka, że nie możemy się oddzielić od Boga, no chyba że w snach… i dlatego Kurs doprecyzowuję ideę, że cały wszechświat jest iluzją, stanowiąc iż wszystko jest snem z którego się przebudzimy, a tym przebudzeniem jest oświecenie.

    ARTEN: Bardzo dobrze. Kluczem jest myślenie o każdym, jako o całości. Jeśli to zrobisz, będziesz w grupie bardzo niewielu ludzi, którzy to czynili, a to przyśpieszy twoje oświecenie. Twoja podświadomość zrozumie, że jeśli oni są doskonałą jednością z Bogiem, to znaczy, że ty też jesteś doskonałą jednością z Bogiem.

  • Jestem tu tylko, by być naprawdę pomocny

    Kolejny fragment z nadchodzącej drugiej książki Garego Renarda „Twoja Nieśmiertelna Rzeczywistość” (przewidywany termin wydania: luty/marzec 2016).

    Gary rozmawia z Mistrzami, jak pokonać blokady w umyśle.


    PURSAH: (…) Każdy akt przebaczenia odczynia ego, a Duch Święty usuwa blokady świadomości Boga, czy obecności ducha. Te blokady, to mury wzniesione w umyśle z poczucia winy, które blokują twoją świadomość tego kim jesteś naprawdę.

    GARY: Gdy mam robić warsztaty używam Wprowadzenia. Łączę się z J i mówię „Jestem, kim ty jesteś. Nic rzeczywistego nie może być zagrożone. Naprawdę jestem duchem. Nie istnieje nic nierzeczywistego. Dotyczy to również ciał, przed którymi myślę, że będę przemawiał. A jeśli dotyczy to tych ciał, to dotyczy też i mojego ciała. A skoro nie jestem ciałem, to nie muszę niczego bronić i nie muszę się niczym martwić”. Robię tak za każdym razem.
    PURSAH: Bardzo dobrze. Lubię też, gdy używasz tego fragmentu z Kursu, o byciu naprawdę pomocnym. To zaprasza Ducha Świętego do przewodnictwa przez cały dzień i bardzo pomaga.
    GARY: Hej, podglądałaś mnie!
    PURSAH: Proszę, wyrecytuj ten fragment. J dał go Helen we wczesnych stadiach spisywania Kursu, początkowo jako pomoc dla Billa. Oczywiście, ostatecznie, jest to przeznaczone dla każdego. Wówczas jednak Bill miał wygłosić wykład przed grupą psychiatrów w Princeton i to był dla niego problem. On był trochę podobny do ciebie – introwertyk, jak większość mistyków. Tacy jak on są przyzwyczajeni do zdążania do wewnątrz, a nie na zewnątrz. Bill użył słów danych przez J i uspokoił się ponieważ wiedział, że Duch Święty będzie go prowadził.
    GARY: No dobra. To idzie jakoś tak. Żartuję, to idzie dokładnie tak:

    Jestem tu tylko, by być naprawdę pomocny.
    Jestem tu, by reprezentować Tego, Kto mnie posłał.
    Nie muszę się martwić o to, co powiedzieć lub co czynić, ponieważ Ten, Który mnie posłał, mną pokieruje.
    Rad jestem być gdziekolwiek On sobie życzy, wiedząc,
    że on podąża tam ze mną.
    Będę uzdrowiony, gdy pozwolę Mu nauczyć mnie uzdrawiać.

    (Kurs Cudów, Rozdział 2, V.a)


    II ksiazka Garego renarda

  • Co Jezus powiedział na osobności Tomaszowi?

    Co Jezus powiedział na osobności Tomaszowi?

    W Ewangelii Tomasza, możemy znaleźć taką wypowiedź:

    I wziął go i odszedł i skierował doń trzy wypowiedzi. Gdy Tomasz wrócił do swych przyjaciół, zapytali go:
    „Co powiedział ci J.?”. Rzekł im Tomasz: „Jeśli przytoczę wam jedną z jego wypowiedzi do mnie, podniesiecie skały i mnie ukamienujecie, a z tych skał wyjdzie ogień i was pochłonie”

    Co takiego J powiedział Tomaszowi?
    W Zniknięciu Wszechświata mamy odpowiedź:

    „Śnisz o pustyni, na której miraże są twymi rządcami i dręczycielami, lecz te obrazy pochodzą z ciebie
    Ojciec nie uczynił pustyni a twój dom wciąż jest z Nim.
    By powrócić, przebacz swemu bratu, bo tylko wtedy przebaczysz sobie”

    [Fragmenty ze Zniknięcia Wszechświata i Ewangelii Tomasza, tłumaczenie:C.Urbański]