Jest w Kursie cudów ćwiczenie, które wygląda niewinnie. Siadasz spokojnie, patrzysz na świat wokół siebie i mówisz sobie, czym świat rzeczywisty nie jest.
Spodziewasz się poezji. Dostajesz inwentaryzację.
„Świat rzeczywisty nie jest taki jak ten. Nie ma w nim budynków ani ulic, po których chodzą ludzie sami i osobni. Nie ma sklepów, gdzie ludzie kupują niezliczone rzeczy, których nie potrzebują.” (T 891,1-3)
Przeczytaj to jeszcze raz i zwróć uwagę, co się tu właściwie stało. Jezus opisuje stan najgłębszego pokoju, jaki jest dostępny umysłowi – i w pierwszych trzech zdaniach wymienia architekturę, infrastrukturę drogową i handel detaliczny. Jakby raj dawał się najszybciej opisać przez to, że nie ma w nim galerii handlowej.
To nie przypadek i nie żart kosztem konsumpcjonizmu. Sklep jest tu najkrótszym możliwym symbolem czegoś znacznie poważniejszego.
Sklep to świątynia niedostatku
Sklep działa na jednym założeniu: czegoś ci brakuje. Całe to miejsce nie miałoby sensu, gdyby ci nie brakowało. Dlatego sklep jest doskonałym obrazem świata, w którym się obudziłeś – i Kurs mówi to wprost, kilka akapitów dalej:
„W twoim świecie zaprawdę potrzebujesz rzeczy. Jest to świat niedostatku, w którym znajdujesz się dlatego, że ci czegoś brakuje.” (T 900,4-5)
Zauważ kolejność. Nie jest tak, że jesteś w świecie i przypadkiem ci czegoś brakuje. Jesteś w nim dlatego, że ci brakuje. Brak jest biletem wstępu. Poczucie, że czegoś nie mam, to nie usterka w systemie – to funkcja systemu.
A ego dorzuca do tego teologię:
„Posiadanie dla siebie jest fundamentalnym credo ego i kamieniem węgielnym kościołów, które ono sobie stawia.” (T 900,12)
Credo. Kamień węgielny. Kościoły. Kurs nie żartuje z zakupów, on po prostu zauważa, że mamy w tej sprawie wyznanie wiary.
Ego jako doradca zakupowy
Teraz najlepsza część. Kurs opisuje, jak działa ego w roli naszego osobistego konsultanta od potrzeb, i robi to z precyzją, której pozazdrościłby jej urząd ochrony konkurencji.
„Wszystko, o czym ego mówi, że jest ci potrzebne, skrzywdzi cię. Bo chociaż ego raz po raz popędza cię do dostawania, nic ci nie pozostawia, bo co dostaniesz, tego od ciebie żąda.” (T 901,1-2)
Model biznesowy jest następujący: ego wzbudza w tobie potrzebę, wysyła cię po towar, a kiedy wracasz z zakupem, wystawia fakturę. Potem zabiera towar i wystawia kolejną. Nie ma tu działu reklamacji, bo formalnie dostałeś dokładnie to, o co prosiłeś.
Każdy to zna. Rzecz, która miała rozwiązać sprawę, rozwiązała ją na krótki czas. Potem okazało się, że istnieje wersja z lepszym ekranem.
Zdanie, które obraża absolutnie (prawie) każdego
A teraz Kurs robi coś, czego nie robi prawie żadna duchowa książka na rynku. Zamiast powiedzieć „słuchaj siebie”, „zaufaj swojej intuicji”, „ty wiesz najlepiej, czego potrzebujesz”, pisze tak:
„Dlatego nie pytaj siebie, czego potrzebujesz, bo nie wiesz, a rada udzielona sobie samemu cię skrzywdzi.” (T 901,5)
Nie wiesz. Koniec zdania.
To zdanie potrafi solidnie zirytować, i to jest w nim najzdrowsze. Cała współczesna duchowość lajkuje hasło „zaufaj sobie”. Kurs odpowiada: ta część ciebie, która układa listę zakupów, to ta sama część, która zorganizowała ci świat, w którym wszystko się zużywa. „Wszystko, coś uczynił, ma na sobie znak śmierci” (T 893,4). Jej referencje nie są świetne.
Ważne: to nie jest wezwanie do wyrzeczeń
I tu uwaga, bo bardzo łatwo przeczytać ten podrozdział jako zachętę do ascezy, sprzedania mebli i życia z garści ryżu. Kurs natychmiast zamyka tę furtkę:
„Albowiem On da ci wszystkie rzeczy, które nie blokują drogi światłu. (…) Nie zabierze ci niczego, póki będziesz miał tego jakąkolwiek potrzebę.” (T 902,2.5)
Oraz zdanie, które warto wypisać i powiesić na lodówce:
„Zaspokoi je bez jakiegokolwiek ich uwydatniania.” (T 903,2)
Bez uwydatniania. Bez dramatu, bez znaku z nieba, bez poczucia, że właśnie zachodzi coś duchowego. Po prostu rzeczy się dzieją i wystarcza ich.
Kurs nie prosi, żebyś przestał mieć. Prosi, żebyś przestał być działem zaopatrzenia dla ego i wybrał spojrzenie Ducha Świętego. To dwie bardzo różne rzeczy, a mylenie ich zniszczyło więcej duchowych ścieżek niż jawny materializm.
Dział duchowy też jest sklepem
Najzabawniejsze – i najbardziej kłopotliwe – jest to, że dokładnie ten sam mechanizm przenosimy do rozwoju duchowego. Tylko z lepszym asortymentem.
Półka z nieprzeczytanymi książkami o przebudzeniu. Kurs rozpoczęty trzy razy, zawsze od Wstępu. Warsztat, po którym przez tydzień było cudownie. Kolejna metoda, bo poprzednia „jakoś nie zadziałała”. Ego odkryło, że da się sprzedawać oświecenie, i weszło w tę branżę z entuzjazmem.
Kurs ma na to jedno zdanie, krótkie jak zamknięte drzwi:
„Syn Boży nie jest wędrowcem po zewnętrznych światach.” (T 903,5)
I nazywa tę pogoń „bezużyteczną wędrówką, która odwodziłaby cię od światła” (T 904,1). Nie dlatego, że książki są złe – ta strona istnieje po to, żeby o nich pisać. Dlatego, że od żadnej z nich nie dostaniesz tego, czego naprawdę chcesz. Mogą tylko pokazać, że już to masz. Jeśli oczekujesz, że książka ci to da, znów stoisz w kolejce do kasy.
Na taką chwilę Kurs daje jedyne konkretne narzędzie w całym podrozdziale:
„Duch Święty wiedzie mnie do Chrystusa,
a gdzież indziej chciałbym się udać?
Jaką potrzebę mam prócz tej,
by się w Nim przebudzić?” (T 904,2-3)
Dwa pytania, oba retoryczne. To dobra wiadomość, bo retoryczne pytania nie wymagają od ciebie wiedzy, której nie masz.
Nie musisz budzić się na zimno
W środku tego podrozdziału stoi akapit, który jest dla mnie dużym pocieszeniem:
„Wpierw będziesz śnił o pokoju, po czym się doń przebudzisz. Twoja pierwsza zamiana tego, coś uczynił, na to, czego chcesz, jest zamianą koszmarów na szczęśliwe sny miłości.” (T 899,1-2)
Kurs nie wyrywa cię ze snu. Najpierw zamienia koszmar na lepszy sen. To zdumiewająco łagodna propozycja, zwłaszcza od książki, która trzy strony wcześniej nazwała twój świat zbolałym.
Jedno zastrzeżenie, bo tu też łatwo wpaść w sklep. Ken Wapnick powtarzał w swoich komentarzach rzecz, którą trzeba powiedzieć wyraźnie: szczęśliwe sny nie są obietnicą przyjemniejszego życia w świecie. Nie chodzi o lepszą pracę i spokojniejszą rodzinę w nagrodę za praktykę. Szczęśliwy sen zdarza się w umyśle i polega na tym, że na chwilę przestajesz widzieć winnego. Zewnętrzne okoliczności mogą się przy tym nie zmienić ani o milimetr.
Czyli: nie, nie da się tego przerobić na manifestację. Przykro mi, dział zamknięty.
Jedyna rzecz, której rzeczywiście potrzebujesz
Pod koniec podrozdziału Kurs robi zwrot, którego nikt się nie spodziewa. Po całym wywodzie o tym, że nie wiesz, czego potrzebujesz, nagle przyznaje, że jedna potrzeba jest prawdziwa. Zgadnij, co to.
„Niech będę ci drogi, bo czego możesz potrzebować prócz swoich braci?” (T 906,3)
Nie pokoju. Nie oświecenia. Nie doświadczenia. Drugiego człowieka – tego konkretnego, który cię wczoraj zirytował. Bo tylko na nim można wyćwiczyć to jedno, czego nie da się kupić.
Dlatego ten podrozdział kończy się zdaniem o wspólnym śpiewaniu („Nie możemy śpiewać hymnu odkupienia sami”, T 907,1), a potem dwoma linijkami, które są chyba najzwięźlejszą wersją całej nauki Kursu:
„Nie mieszkasz tu, lecz w wieczności. Wędrujesz tylko w snach, będąc bezpieczny w domu.” (T 907,6-7)
I to jest właściwa puenta całej opowieści o sklepach. Nie chodzi o to, że masz przestać kupować. Chodzi o to, że nie ma czego. Twój koszyk jest pusty nie dlatego, że zabrakło ci pieniędzy, ale dlatego, że nigdy nic nie zgubiłeś i masz już wszystko.
Kurs mówi o tym w innym miejscu tego samego rozdziału jeszcze krócej, trzema słowami, od których trudno się potem uwolnić:
„Czekasz tylko na siebie.” (T 896,5)
Nic nie jest w drodze. Nie ma przesyłki do odebrania. Nie trzeba czekać na dostawę.
A skoro i tak nie wiesz, czego potrzebujesz – to przynajmniej na chwilę możesz przestać się tym zajmować. Zdziwisz się, ile wtedy zostaje czasu.
W przyszłym tygodniu druga część: „Dwa światy, jedno widzenie”.
Wróciłem w niej do początku tego samego podrozdziału, gdzie Kurs mówi rzecz, która powinna go zdyskwalifikować w oczach każdego psychologa: „Musisz zaprzeczyć światu, jaki widzisz”. Będzie o tym, dlaczego nie da się widzieć dwóch światów naraz, co ma z tym wspólnego Platon i jego jaskinia, dlaczego w tym świecie nie ma wyjścia ze świata – i skąd się bierze najbardziej bezlitosne zdanie całego rozdziału, które składa się z trzech słów. Zapraszam w piątek o 11.00.


Dodaj komentarz