Ken Wapnick o tym, że lęk i miłość to nie dwie strony jednego medalu

Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

Pytanie #449:

Niedawno uświadomiłem sobie, że miłość i strach opierają się na tej samej „energii” (lub tej samej „wibracji”). A to, co ego postrzega jako lęk, prawidłowy umysł postrzega jako miłość. To jak dwie strony jednego medalu. Czy moje spostrzeżenie jest słuszne? Jeśli tak, czy stan lęku byłby cenniejszy niż stan obojętności z duchowej perspektywy? Czy ten stan lęku byłby przededniem przebudzenia?

Odpowiedź:

Chociaż twój wgląd pomógł ci w wycofaniu się z lęku twojego ego i rozpoznaniu, że istnieje inny sposób patrzenia na rzeczy, twój opis nie byłby, ściśle mówiąc, spójny z podejściem Kursu. W ramach Kursu cudów, tylko miłość jest prawdziwa, a lęk nie istnieje (T-wst), więc nie mogą mieć wspólnego pochodzenia ani podstawy. Niewielka modyfikacja w jednym z twoich stwierdzeń byłaby jednak zgodna z zasadami Kursu: To, co ego postrzega z lękiem, prawidłowy umysł postrzega z miłością. Ale kiedykolwiek mówimy o czymś jako o czymś postrzeganym, omawiamy iluzoryczną sferę dualności, z której miłość, ze swej natury, została wykluczona.

Co zatem byłoby podstawą twojego wglądu, z perspektywy Kursu? Może to być odbicie rozpoznania, że ​​zawsze, pod lękiem, jest pamięć o miłości. W rezultacie, cokolwiek ego uczyniło, aby utrzymać rzeczywistość winy i lęku w naszym umyśle, gdy spojrzy się na to przez łagodne postrzeganie Ducha Świętego, staje się przypomnieniem miłości, którą lęk skrywa (T-12.I.9-10). I tak cel wszystkiego zawsze może zostać przekształcony z ego na Ducha Świętego.

Jeśli chodzi o twoje pytania końcowe, żaden stan ego sam w sobie nie jest cenniejszy od innego. Kluczem do praktykowania przebaczenia, jak mówi nam Kurs, jest umiejętność identyfikowania naszego ego w jakiejkolwiek formie się pojawia, czy to lęku, obojętności, czy którejkolwiek z jego niezliczonych manifestacji (T-15.X.4:2-5; 5:1-3; T-23.III.1-2). Dopiero wtedy możemy poprosić o pomoc w uznaniu ukrytego poczucia winy, które napędza te projekcje, aby można je było uwolnić. Ponieważ zaprzeczanie naszym reakcjom ego oznacza odmawianie sobie możliwości uzdrowienia, każde rozpoznanie, że ego kontroluje nasze myślenie, otwiera drzwi do możliwości przebudzenia się z naszego koszmarnego snu.

Ken Wapnick o oddalaniu się od świata

Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

Pytanie #1133:

Wyczuwam dostrzegalną ironię i paradoks w celu Kursu wyeliminowania naszej odrębności od naszych braci, zwanych Synem Bożym, w tym, że wraz ze wzrostem nauki i czytania, następuje we mnie zauważalna zmiana. Jednak gdy obserwuję świat, zwłaszcza poprzez media informacyjne, zauważam więcej różnic między nami i więcej odrębności, ponieważ nie jestem w stanie utożsamić się ze światem. To znaczy, moje studia zmieniają mnie w kierunku celów, które nie są jednakowo rozwijane na świecie i powoli oddalamy się od siebie w naszych koncepcjach samych siebie. Czy to błędne użycie osądu? Czy to po prostu zwiększona okazja do wybaczenia pozornie rosnącego szaleństwa?

Odpowiedź:

W tekście jest podrozdział „Większe złączenie” w rozdziale 28, który może pomóc ci w twoim zamieszaniu dotyczącym tego, co wydaje się dziać w twoim doświadczeniu. Błąd w twoim myśleniu polega na wierze, że powinieneś czuć się bliżej świata i jego mieszkańców w wyniku praktykowania Kursu. Może to być wynik na jakiś czas, ponieważ nadal identyfikujesz się ze swoim ciałem. Jednak celem Jezusa w jego Kursie jest doprowadzenie nas do rozpoznania, że ​​nie jesteśmy ego – ani systemem myślowym separacji, ani jego manifestacjami, ciałami i światem. Raczej jesteśmy umysłem, który jest złapany w iluzoryczny sen separacji, wierząc, że jesteśmy postaciami w tym śnie. A cud lub przebaczenie to proces, w którym z czasem stopniowo identyfikujemy się coraz bardziej z umysłem, który śni, a coraz mniej z postaciami we śnie. Proces ten postępuje, gdy uczymy się po prostu uwalniać wszystkie osądy, których trzymaliśmy się na temat wszystkich postaci we śnie, w tym postaci, którą uważaliśmy za nasze własne, oddzielne, indywidualne ja. Można więc powiedzieć, że celem Kursu jest nauczenie nas, jak wykorzystywać oddzielenie do uzdrawiania, poprzez naukę oddzielania siebie jako umysłu od ego i wszystkich jego przejawów.

Jednakże nie jest to po prostu proces intelektualnego zaprzeczania światu i całemu jego szaleństwu i cierpieniu, ponieważ nie byłoby to wcale uzdrowieniem. Dlatego chcielibyśmy zapytać samych siebie, czy odczuwamy jakąś identyfikację i współczucie dla innych umysłów, które są złapane w tę samą bolesną sieć iluzji ego, w którą sami byliśmy złapani, rozpoznając, że wszyscy dzielimy ten sam podstawowy problem. I kiedykolwiek znajdujemy się w reakcji na to, co wydaje się dziać z którąkolwiek z postaci we śnie, ponownie utożsamiamy się z iluzją ego i ponownie czynimy grzech, winę i ból rzeczywistymi w naszym umyśle, tak jak wszyscy inni. A rozwiązaniem jest po prostu rozpoznanie wyboru ego, którego dokonaliśmy, nieosądzanie siebie za dokonanie tego wyboru, a następnie pamiętanie, że inny wybór jest zawsze dostępny, kiedy go chcemy.

Chociaż przeczytanie całego podrozdziału może okazać się pomocne, przyjrzymy się niektórym fragmentom z „Większe złączenie”, które stanowią podstawę tego, co właśnie opisaliśmy:

“Przyjmowanie dla siebie Pokuty oznacza niewspieranie czyjegoś snu o chorobie i śmierci … Póki mu nie pomożesz, będziesz cierpiał ból razem z nim, bo jest to twoim życzeniem. I staniesz się postacią w jego śnie o bólu, tak samo jak on w twoim. W ten sposób ty i twój brat staniecie się obydwaj złudzeniami bez tożsamości … Odmów bycia częścią napawających lękiem snów, niezależnie od formy, jaką przybierają, gdyż stracisz w nich tożsamość. Odnajdziesz siebie poprzez nieprzyjmowanie tego, że są twą przyczyną i dają ci skutki. Jesteś poza nimi, lecz nie poza tym kto je śni. W ten sposób oddzielasz śniącego od marzenia sennego i łączysz się z jednym, drugiemu zaś pozwalasz odejść. Marzenie senne jest jedynie złudzeniem w umyśle. I chciałbyś połączyć się z umysłem, ale nigdy nie z marzeniem sennym … 

Podobnie jak ty, twój brat myśli, że jest marzeniem sennym. Nie podzielaj jego złudzenia o sobie, bo twoja Tożsamość zależy od jego rzeczywistości. Myśl raczej o nim jako o umyśle, w którym nadal trwają złudzenia, lecz który to umysł jest ci bratem. Nie czyni go bratem ani to, o czym śni, ani też nie jest bratem jego ciało – “bohater” snu. To jego rzeczywistość jest twoim bratem, tak jak twoja jest jego bratem. Twój i jego umysł złączone są w braterstwie … Tożsamość w snach nie ma znaczenia, bo śniący i marzenie senne są jednym. Ten, kto podziela marzenie senne, musi być marzeniem sennym, które podziela, bo poprzez podzielanie wytwarzana jest przyczyna … Podzielasz zamęt i masz zamęt, ponieważ w luce nie istnieje żadne stabilne ja. To, co jest takie samo, wydaje się różne, gdyż to, co jest takie samo, jawi się jako niepodobne. Jego sny są twoje, bo pozwalasz, by nimi były. Lecz gdybyś zabrał swoje własne, on byłby wolny i od twoich, i od swoich własnych. Twoje sny są świadkami jego snów, a jego dowodzą prawdy twoich. Jeżeli jednak ujrzysz, że nie ma prawdy w twoich, jego sny odejdą, a on zrozumie, co je wytworzyło.” (T-28.IV.1:1,6-8; 2:2-7; 3:1-6; 5:4-5; 6:1-6, kursywa dodana.)

Ken Wapnick o zmniejszeniu zainteresowania codziennymi sprawami

Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

Pytanie #1177:

W wyniku moich studiów nad Kursem cudów napotkałem niekomfortowe, a czasami alarmujące, zmniejszenie mojej identyfikacji z wydarzeniami i aktywnościami mojego codziennego doświadczenia oraz zainteresowania nimi. Czy jest to właściwy wynik zmiany myślenia, która jest opisywana jako cel nauk Kursu? W jaki sposób te uczucia oderwania od snu są pogodzone z uczestnictwem w programie nauczania mojego doświadczenia życiowego, abym mógł nauczać i w ten sposób uczyć się dołączać, jak opisuje Jezus?

Odpowiedź:

Nauczenie się, by nie traktować siebie zbyt poważnie, jest rzeczywiście jedną z nagród za stosowanie zasad przebaczenia w swoim życiu. Jest to wynik rozpoznania, że ​​wszystko, co się dzieje, jest projekcją umysłu. Chociaż prawdą jest, że wydarzenia i działania codziennego życia są częścią iluzji, dopóki umysł nie zostanie uzdrowiony ze wszelkiej wiary w separację, są one ważnymi okazjami w sali lekcyjnej przebaczenia. Nauka zawarta w tekście i lekcjach z zeszytu ćwiczeń ma być stosowana do konkretnych doświadczeń w życiu. Wszystkie wydarzenia i działania tracą znaczenie, jakie miały przed studiowaniem Kursu, ale teraz mogą służyć programowi Ducha Świętego uzdrawiania umysłu z myśli o separacji: „Duch Święty uczy cię posługiwać się tym, co ego wytworzyło, aby uczyć przeciwieństwa tego, czego ego się „nauczyło”” (T-7.IV.3:3). Nie może być wyższego celu dla działań, które wypełniają nasze dni. Nic poza niszczycielskim programem ego dotyczącym separacji nie zostaje utracone, gdy umysł przechodzi na lekcje Ducha Świętego. Gdy nauczysz się patrzeć na wszystko jak na salę lekcyjną, w której ćwiczysz przebaczanie, z nawiązką rekompensujesz utratę zainteresowania.

Jednym z celów dla studenta Kursu jest stanie się „szczęśliwym uczniem”. Energia, której nie marnuje się już na realizację niepociągających nas już zainteresowań, może być teraz poświęcona na zwrócenie uwagi na aktywność umysłu, który często jest bardzo zajęty stawianiem „przykuwających nasze zainteresowanie” przeszkód dla świadomości obecności miłości (T-ws.1:7) w formie myśli atakujących i osądów opartych na separacji. Są one odbiciem strachu umysłu przed pełnym przyjęciem pamięci o Bożej Miłości, którą reprezentuje Duch Święty. Jeśli jesteśmy gotowi spojrzeć na te przeszkody, bez osądzania, zmieniania, usprawiedliwiania lub bronienia ich, można je oddać Duchowi Świętemu, aby je uzdrowił. Jak mówi nam Jezus w tekście: „Jeśli chciałbyś być szczęśliwym uczniem, musisz oddać Duchowi Świętemu wszystko, czego się nauczyłeś, by zostało to dla ciebie oduczone” (T-14.II.6:1). Angażując się w tę praktykę przebaczenia, łączymy się z Jezusem i podążamy z nim do ostatecznego celu Jego Kursu.

Ken Wapnick o małej chęci

Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

Pytanie #680:

Jezus często mówi w Kursie cudów, że mam ufać tylko swojej chęci. W różnych momentach myślałem, że nie mogłem być bardziej chętny, ale zamiast tego wydaje się, że wybrałem drogę wyboru bardziej złośliwego ego. Od tego czasu zrozumiałem, dzięki twojej pomocy, że odniesienia takie jak te odnoszą się do mojego umysłu (poza czasem/przestrzenią). To samo dotyczy komentarza Jezusa o tym, że Kurs nie oferuje praktycznych porad – bo cóż może być bardziej bezpośrednie niż powiedzenie nam, abyśmy prosili o pomoc. Więc ponownie, ponieważ myślałem, że poprosiłem o pomoc przed przeczytaniem tego, jedyny spokojny sposób, w jaki mogę to zrozumieć, to to, że odnosi się to do mnie metafizycznego. Potrzebuję jednak wyjaśnienia, czy ​​czekanie w wierze, że odpowiedzi nadejdą, samo w sobie nie jest oparte na ego. Próbowałem sobie poradzić w świecie, mając wiarę, że moje próby zostaną zastąpione podążaniem za Duchem Świętym. Oczywiście nie byłem wystarczająco chętny, a teraz nawet nie mogę sobie poradzić w świecie. Próbowałem profesjonalnej pomocy, ale wydaje się, że teraz również potrzebowałbym Przewodnictwa, aby podjąć tę decyzję w świecie tak samo jak każdą inną decyzję. Zadawanie pytań tutaj jest również trudne, ponieważ odpowiedzi, które znam, sprowadzają się do obserwowania siebie i zobaczenia, jaką zasłonę dymną serwują moje ego, i odwrócenia ich. Twoja pomoc była uspokajająca, więc pytam: Czy (próbować by) spróbować ponownie na swój własny sposób (prawdopodobnie wybrałbym jakieś miejsce na wolontariat), czy też byłoby to przeszkadzające (i prowadziłoby do kolejnej „porażki”)?

Odpowiedź:

Jezus zawsze mówi o podejmującym decyzje umyśle. Nie jest to jednak Umysł (przez wielkie U) Chrystusa, jeśli to masz na myśli mówiąc „metafizyczne ja”. Jest to część podzielonego umysłu, która może decydować za lub przeciw ego. Nasze doświadczenie jest bezpośrednim wynikiem tego wyboru, dlatego Jezus zawsze zwraca się do podejmującego decyzje; nie ma niezależnego „ja” w świecie poza umysłem. To „ja” jest po prostu projekcją podejmującego decyzje; Jezus nie rozmawiałby z projekcją.

„Mała chęć”, o którą nas prosi, to chęć udowodnienia, że ​​jesteśmy w błędzie – że nasze doświadczenia separacji, ataku i odrębnych interesów – nawet nasze koncepcje siebie – są w rzeczywistości błędnymi postrzeżeniami. Kiedy stajemy po stronie ego, mówimy: Nie jestem taki, jakim Bóg mnie stworzył! Robimy to, identyfikując się z “ja” ograniczonym, niedoskonałym i ciągle walczącym o przetrwanie w świecie ofiar i oprawców. Dlatego Jezus mówi nam, że „nauczenie się tego kursu wymaga chęci zakwestionowania każdej z twoich wartości” (T-24.ws.2:1). Musimy przynieść nasze błędne postrzeżenia do jego prawdy, naszą ciemność do jego światła, gdzie może zostać zastąpiona prawdziwym postrzeganiem. Ale najpierw musimy być gotowi przyznać, że byliśmy w błędzie w sposobie, w jaki postrzegaliśmy wszystko. Wtedy może nastąpić autentyczna zmiana. Zmiana nastąpi jednak w naszym wyborze nauczycieli w naszym umyśle, a niekoniecznie w okolicznościach w świecie. A ta chęć nie musi być doskonała, zapewnia nas: „… nie przejmuj [się] cieniami, które ją otaczają. Z tego powodu przyszedłeś. Gdybyś mógł przyjść bez nich, nie potrzebowałbyś świętej chwili” (T-18.IV.2:4-6).

W świetle tego, to, jak przebiega twoje życie w świecie, nie może być używane jako miara twojej gotowości do bycia prowadzonym przez Ducha Świętego lub Jezusa. Treści czyjegoś umysłu nie można oceniać na podstawie formy czyjegoś życia. Życie Jezusa w świecie nie było zbyt dobre w kategoriach świata; mimo to mówi nam, że jego wewnętrzne doświadczenie pokoju nigdy się nie zmieniło i prosi, abyśmy poszli za jego przykładem w trudnych okolicznościach naszego własnego życia (T-6.I). Nasze życia stają się zatem klasami, w których Jezus jako nasz wybrany nauczyciel może pomóc nam wykorzystać wszystkie relacje i okoliczności, aby nawiązać kontakt z przeszkodami na drodze do tego pokoju w naszych umysłach. Odzwierciedlają one system myślowy lub nauczyciela, którego wybraliśmy w naszych umysłach, nie przez to, co się dzieje, ale przez to, jak postrzegamy to, co się dzieje – nasze wewnętrzne reakcje. Tak więc, jak zauważyłeś, problemy w naszych ciałach i na świecie są „zasłoną dymną” ukrywającą prawdziwy konflikt w naszych umysłach. Są sposobem na udowodnienie, że mamy rację co do siebie i rzeczywistości. To jest to, z czym musimy się skontaktować i dlaczego Jezus kładzie tak duży nacisk na cel. To jest to, w czym nam pomaga.

Profesjonalna pomoc może być pomocna w procesie uwalniania ego. Miły terapeuta może pomóc ci nawiązać kontakt z niektórymi specyficznymi wyrażeniami dynamiki separacji ego w twoim życiu, nawet jeśli to może nigdy nie zostać użyte. Nie jest to łatwy proces ze względu na warstwy obronne, które zazwyczaj wszyscy mamy, więc wykwalifikowany terapeuta może być w tym względzie bardzo pomocny.

Na koniec, rób cokolwiek czujesz, że chciałbyś robić; jeśli pomaganie jako wolontariusz jest dla ciebie atrakcyjne, to dlaczego nie miałbyś tego robić? To nie jest sedno sprawy. Twoje skupienie powinno być wewnętrzne – twoja gotowość, aby udowodnić, że jesteś w błędzie co do swojego postrzegania siebie, tak aby prawda o tobie mogła wyjść z ukrycia. Kiedy jesteś zjednoczony z Jezusem lub Duchem Świętym w swoim umyśle, każda sytuacja lub interakcja (niezależnie od formy) może być radosna pod względem jej celu: kolejna okazja, aby uwolnić się od bólu rozłąki i zaakceptować pokój tożsamości miłości, którą dzielimy wszyscy. W miarę jak to będzie coraz bardziej twoim skupieniem, będziesz coraz mniej polegać na tym, że sprawy na zewnątrz idą dobrze, aby być szczęśliwym i spokojnym. A to z kolei oznacza, że ​​twoja (twojego umysłu) identyfikacja z ciałem również się zmniejszy — nawet jeśli nadal będziesz odpowiedzialnie i dojrzale dbać o jego normalne potrzeby.

Ken Wapnick o pokoju podczas lektury Kursu, a niepokoju w interakcji ze światem

Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

Pytanie #1302:

Kiedy zamykam drzwi, zamykam się w pokoju i zagłębiam się w lekturę Kursu Cudów, czuję taką euforię, ponieważ wszystko, co jest tam napisane, brzmi prawdziwie. Naprawdę życzę sobie, aby po otwarciu drzwi iluzoryczny świat przestał istnieć. To oczywiście wywołuje natychmiastowy strach i niepokój. Czasami wyobrażam sobie, że „przebiegłe” ego potwierdza swoją wyjątkowość, jakby ze mnie kpiło, mówiąc „widzisz, Bóg tak naprawdę cię nie kocha; utknąłeś tutaj”. Staję się tak zdezorientowany i smutny, że po prostu płaczę, jak zawsze. Wydaje się, że we mnie toczy się nieustanna walka, a pokój, nawet gdy nadchodzi, jest ulotny. Wydaje się, że muszę pamiętać, aby „wybierać raz jeszcze” nieustannie i nieubłaganie. Koniec końców, naprawdę chcę tylko Boga. Szczerze wierzę również, że Bóg na mnie czeka. Ale skąd ta pozorna odległość i paskudztwo przesłaniające światło?

Odpowiedź:

Tak, inni studenci mają takie doświadczenia – wcale nie są one niezwykłe. Cierpliwość i łagodność są niezbędne w przechodzeniu przez ten proces. Gdybyśmy mogli po prostu zaakceptować pokój Boży bez zastrzeżeń za pierwszym razem, gdy otworzymy na niego nasze umysły, nie potrzebowalibyśmy Kursu Cudów; i rzeczywiście, prawdopodobnie nawet byśmy tu nie byli. Być może o wiele bardziej pomocne i realistyczne jest założenie, że tak naprawdę go nie chcemy – lub że chcemy go tylko na naszych warunkach – ponieważ przeraża nas to, co oznaczałoby jego pełne zaakceptowanie. W głębi duszy zdajemy sobie sprawę, że nasza tożsamość, jaką znamy, zniknie, podobnie jak świat. Jesteśmy więc w silnym konflikcie – oboje rozpaczliwie pragniemy pokoju, ale przeraża nas jego zaakceptowanie. Myślimy, że najwspanialszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobimy, byłoby obudzić się z tego uciążliwego snu cierpienia, ale nie jesteśmy pewni, czy chcemy porzucić naszą tożsamość jako ja. To jest temat, który Jezus omawia w „Lęk przed odkupieniem” (T-13.III), a także jest tematem niedawnej książki Kennetha “Ending Our Resistance to Love”. Jednak Jezus zapewnia nas o łagodności podróży, w którą nas prowadzi: „Wpierw będziesz śnił o pokoju, a potem się do niego przebudzisz” (T-13.VII.9:1); i nie zostaniesz „gwałtownie uniesiony i ciśnięty w rzeczywistość” (T-16.VI.8:1).

Z pewnością wydaje się, że w naszych umysłach toczy się walka, ale jest to prawdą tylko z punktu widzenia ego. (Zwróć uwagę na sekcję w tekście zatytułowaną „Ponad polem walki” [T-23.IV]) Ego wyczuwa śmiertelne zagrożenie dla swojego istnienia, a tym zagrożeniem jest moc naszego umysłu, by zdecydować przeciwko ego i za systemem myślowym przebaczenia Ducha Świętego. Dokonanie tego wyboru jest początkiem końca ego, dlatego opracowało swoją strategię, by chronić nas przed naszymi tożsamościami jako umysłami podejmującymi decyzje. Tak więc dla ego istnieje zdecydowanie walka na śmierć i życie, ponieważ obie strony są prawdziwe w jego oczach. To jest napięcie, którego nie możemy nie czuć, gdy utożsamiamy się z ego. Jednak z punktu widzenia Jezusa nie ma żadnej walki, ponieważ wie, że ego i wszystko, co ono reprezentuje, jest zmyślone – nie możesz walczyć z czymś, co nie istnieje, chyba że jesteś Don Kichotem! Zadając nasze pytania – czym jest ego i gdzie można je znaleźć? – Jezus odpowiada: „Niczym i nigdzie” (W-2.6:7). Jezus prowadzi nas zatem w naszej podróży powrotnej do naszych umysłów, gdzie możemy nawiązać kontakt z naszymi błędnymi przekonaniami, a następnie dokonać wyboru przeciwko nim.

Ale ponieważ myślimy, że jesteśmy ciałami żyjącymi w świecie i nie jesteśmy już świadomi naszej tożsamości jako umysłów z mocą wyboru, Jezus spotyka nas na tym poziomie i wykorzystuje nasze doświadczenia w świecie, aby doprowadzić nas z powrotem do treści w naszych umysłach, a ostatecznie z powrotem do naszej tożsamości jako umysłów. Uczy nas, jak traktować nasze reakcje na wydarzenia w naszym codziennym życiu jako odzwierciedlenie treści, które wybraliśmy, aby urzeczywistnić w naszych umysłach: [reakcje będące] „zewnętrznym obrazem wewnętrznego stanu” (T-21.ws.1:5). Dlatego nasze interakcje są ważne – stanowią program nauczania, którego Jezus może użyć jako nasz nauczyciel. To jest charakterystyczna ścieżka Kursu Cudów.

Jeśli wycofujesz się ze świata ze strachu, ostatecznie dzieje się tak dlatego, że dałeś światu moc, której tak naprawdę nie ma, zapominając, że jest on projekcją twojego umysłu (częścią strategii ego) i że w związku z tym nadałeś mu jedyne znaczenie, jakie ma – główną zasadę wszystkich nauk Kursu (oprócz odniesienia do rozdziału 21 powyżej, zobacz również T-13.IX.3:1 i K-czI.2). Ulegając groźbom ego dotyczącym niebezpieczeństwa pozostania w twoim umyśle, pomijasz prawdziwą siłę, która wciąż tam jest. Depresja jest jedną z konsekwencji poważnego traktowania ego. Wybór ego oznacza zaprzeczenie prawdzie, oddzielenie się od źródła prawdziwego pokoju i szczęścia i sprawianie wrażenia, że ​​jesteś po prostu bezbronną ofiarą sił pozostających poza twoją kontrolą. Celem nauczania Jezusa jest zatem poprowadzenie nas z powrotem do wnętrza, do miejsca, w którym dokonujemy wyboru, czy wierzyć w jego prawdę, czy jej zaprzeczać. Jego metoda bierze pod uwagę nasz nieszczęsny stan, w którym nie zdajemy sobie sprawy, że istnieje „wewnątrz”, do którego możemy powrócić. To ponownie wskazuje na wartość naszych interakcji ze światem – możemy teraz nauczyć się skupiać na ich celu (treści), jednocześnie działając odpowiedzialnie w naszych rolach (formie): „Nie zapominaj, że uzdrowienie Syna Bożego jest wszystkim, czemu służy świat. To jest jedynym celem, jaki Duch Święty w nim widzi, a zatem jedynym, jaki on ma” (T-24.VI.4:1-2). W tym tkwi nasza nadzieja, podtrzymywana przez obietnicę Jezusa, że ​​będzie z nami na każdym kroku drogi, i przez Jego gwarancję, że nie możemy zawieść, ponieważ wszystko, co robimy, to zaprzeczanie naszemu zaprzeczeniu prawdzie (T-12.II.1:5) i pamiętanie tego, co postanowiliśmy zapomnieć.

Ken Wapnick o myleniu poziomów

Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

Pytanie #1185:

Pytanie o mylenie poziomów. Jeśli dobrze pamiętam, wszystkie choroby są spowodowane myleniem poziomów. Myślę, że identyfikacja ze wszystkim z Poziomu Drugiego powodowałaby chorobę. Proszę o wyjaśnienie. Być może Twoja odpowiedź mogłaby mnie oświecić w kwestii pewnych subtelności mylenia poziomów. Jeśli czuję się zagrożony, mam właściwie użyć zaprzeczenia, tj. „nic na tym świecie nie może mi zaszkodzić”, a jednocześnie nie mówić „nic na tym świecie nie może mi zaszkodzić, ponieważ nie jestem ciałem”, ponieważ zaprzeczenie ciału jest niewłaściwe. Czy to prawda?

Odpowiedź:

Kiedy mówimy o Poziomie Drugim, nie mówimy o poziomie rzeczywistości. Odnosimy się do poziomu dyskursu w Kursie cudów. Czasami Jezus wypowiada stwierdzenia Poziomu Pierwszego: na przykład „Ból jest niemożliwy” (K-czII.284.1:2). Cóż, ponieważ stwierdzenie to nic nie znaczy dla większości z nas – nadal odczuwamy ból jako rzeczywisty – Jezus musi mówić do nas o bólu tak, jakby był rzeczywisty, nawet jeśli wie, że tak nie jest. To przenosi nas do innego poziomu dyskursu w Kursie cudów. Tak więc dyskusje Poziomu Drugiego skupiają się na pomaganiu nam w nauce o prawidłowoumysłowych i nieprawidłowoumysłowych sposobach interpretowania bólu, pozostając przy tym przykładzie. Poziom Pierwszy mówi, że wszelkie postrzeganie jest iluzoryczne. Poziom Drugi przeciwstawia sobie postrzeganie prawidłowoumysłowe i nieprawidłowoumysłowe.

Mylenie poziomów dotyczące choroby odnosi się do „poziomów” umysłu i ciała, gdzie mamy tendencję do myślenia, że ​​choroba ma w jakiś sposób swoje źródło w ciele, a nie w decyzji podejmowanej przez umysł. Podstawą tego jest przekonanie „że ​materia ma zdolności twórcze, których umysł nie może kontrolować” (T-2.IV.2:8). To zniekształcenie koryguje zrozumienie, że ciało jest niczym innym, jak projekcją umysłu; nigdy nie jest niczym innym, jak ideą w umyśle. Chore ciało jest nadal ideą, która nigdy nie opuściła umysłu; zdrowe ciało jest ideą, która nigdy nie opuściła umysłu. To mylenie poziomów, aby myśleć, że objawy fizyczne i psychiczne są spowodowane czymś innym niż wyborem dokonanym przez umysł.

Teraz przejdźmy do kwestii właściwego stosowania zaprzeczenia. Jeśli czujesz się zagrożony, pierwszą rzeczą, którą chcesz zrobić, jest uznanie tego i nie udawanie, że nie czujesz się zagrożony, ukrywając swoje uczucia i próbując przekonać siebie, że nie jesteś ciałem, gdy czujesz się jak ciało. Zaprzeczanie temu, co czujesz, nie pomoże ci rozwijać się duchowo, jak mówi nam Jezus (T-2.IV.3:8-12). Bardziej pomocne byłoby zrobienie czegoś, co by cię uspokoiło lub wyprowadziło z sytuacji zagrożenia. Wtedy możesz porozmawiać ze sobą: „Wiem, że Kurs uczy, że nic na tym świecie nie może mnie skrzywdzić, ale teraz czuję się zagrożony, więc poproszę Ducha Świętego, aby był moim Nauczycielem, gdy przechodzę przez to doświadczenie. To pomoże mi nie osądzać ani nie obwiniać siebie ani nikogo innego, a to przyniesie uzdrowienie mojemu umysłowi, niezależnie od tego, jak czuje się moje ciało”. To jest podejście kompromisowe, do którego zachęca nas Jezus, które spotyka nas tam, gdzie jesteśmy, i delikatnie prowadzi nas ku doświadczeniu prawdziwej nietykalności i niewinności (T-2.IV.5). Na tym poziomie praktykujemy „prawdziwe zaprzeczenie”, ucząc się, że możemy być spokojni niezależnie od stanu naszego ciała. Nic zewnętrznego nie może dać nam pokoju Bożego ani go nam odebrać.

Ken Wapnick o leczeniu depresji na poziomie duchowym

Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

Pytanie #128:

Od około pięciu lat zmagam się z depresją kliniczną. Kiedy nie biorę leków, staję się bardzo zmęczony i nie jestem w stanie się skoncentrować. Uważam, że trudno mi żyć z tym stanem. Jednak kiedy biorę leki, jestem w stanie się skoncentrować i nie czuję się zmęczony. Moje pytanie brzmi: Kurs cudów mówi, że nie jesteśmy ciałami. Nasze ciała są projekcjami tworzonymi przez ego. Jeśli coś jest nie tak z ciałem, ego to spowodowało. Co muszę zrobić, aby wyleczyć tę depresję na poziomie duchowym, abym nie musiał już brać tych leków?

Odpowiedź:

Przebacz. To wszystko, co musisz zrobić.

W przypadku, gdyby ta odpowiedź wydawała się zbyt nonszalancka, kilka słów więcej może być pomocnych. Wszystko, co robimy tutaj na świecie, aby zająć się naszymi ograniczeniami i potrzebami cielesnymi, jest tym, co Kurs nazywa magią. To wszystko jest magią, ponieważ nie zajmujemy się prawdziwym problemem i źródłem wszystkich naszych symptomów, w tym doświadczaniem siebie jako ciała. Prawdziwym problemem jest zawsze i tylko poczucie winy w naszym umyśle ego. A jedynym sposobem na zajęcie się tym problemem jest praktykowanie przebaczenia, co oznacza naukę, z pomocą Jezusa lub Ducha Świętego, aby nie osądzać projekcji naszego ego, aby można je było wycofać i uzdrowić w umyśle, w którym powstały.

Teraz może istnieć piętno związane w twoim umyśle z przyjmowaniem leków na depresję i może to być właśnie miejsce, od którego chcesz zacząć proces przebaczenia. Faktem jest, że jedzenie i spanie to również formy magii, których używamy, aby poradzić sobie z tym, co w przeciwnym razie byłoby nieprzyjemnym lub dysfunkcyjnym stanem. Ale większość z nas nie pyta, co musielibyśmy zrobić, aby uzdrowić nasz głód lub zmęczenie na poziomie duchowym, abyśmy nie musieli już jeść ani spać. A Kurs mówi nam, że wszystkie iluzje są takie same – w rzeczywistości nie ma hierarchii (T-26.VII.6). Więc możesz najpierw chcieć nauczyć się przebaczać sobie za swoje ograniczenia, to znaczy, nauczyć się nie osądzać siebie za to, że postrzegasz siebie jako ciało, ze wszystkimi potrzebami, które towarzyszą widzeniu siebie w stanie cielesnym, w tym przyjmowaniu leków na depresję. Jezus delikatnie przypomina nam: „Nie rozpaczaj więc z powodu ograniczeń. Twoją funkcją jest uciec przed nimi, ale nie być bez nich” (P-26.4:1-2).

Wtedy zamiast próbować znaleźć duchowy sposób na odzwyczajenie się od antydepresantów, o wiele korzystniejsze może być poproszenie o pomoc w nawiązaniu kontaktu z podstawowym poczuciem winy, które wyzwala objawy depresji, aby można je było wyleczyć. Wszystkie objawy są po prostu sygnałami, że nadal chcemy, aby separacja i wszystkie jej konsekwencje były prawdziwe. Ale to pragnienie ma swój koszt i ten koszt jest tym, z czym chcemy zacząć nawiązywać bliższy kontakt. Postrzeganie siebie jako wiecznie oddzielonych od miłości, bez drogi do domu, jest najbardziej przygnębiającym stanem, jakiego możemy doświadczyć.

Ale dobrą wiadomością jest to, że separacja nie jest prawdziwa. Gdy widzimy koszt wiary w separację – co obejmuje depresję z powodu postrzeganej beznadziejności naszej obecnej „rzeczywistości” – pragnienie innego sposobu patrzenia będzie stopniowo w nas rosło, aż stanie się wszystkim, czego chcemy. Bo nauczymy się, że jedynym miejscem prawdziwej nadziei jest nasz umysł, gdzie obecność miłości jest zawsze dostępna, aby zaprowadzić nas z powrotem do domu.

Ken Wapnick o tym jak przejść przez okres niepokoju

Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

Pytanie #095:

Coraz bardziej gubię się w życiu i w tym, jak funkcjonować. Chociaż przechodziłam już przez takie okresy, ten trwa już długo i jest dość niepokojący. Wiąże się to ze świadomością, że żadna fantazja ani rzeczy, na które miałam nadzieję na świecie, nie przyniosą mi szczęścia. Już nie wiem, czego chcę i trudno mi się zorientować, jak być w związkach, w pracy, podejmować decyzje, praktykować Kurs Cudów itd. W tym stanie panuje strach. Wiem, że to część procesu i być może część porzucania obrazów siebie i tego, co uważam za prawdę, oraz sztuczki ego, aby utrzymać mnie w konflikcie. Czy mógłbyś skomentować przechodzenie przez ten niespokojny stan i nadal próbować być normalnym na świecie?

Odpowiedź:

Tak, często stan, który opisujesz, jest normalną częścią procesu odkręcania naszych błędnych przekonań o sobie i świecie, i w tym sensie jest pozytywny. W pewnym sensie jest to podobne do bólu i dezorientacji podczas odstawiania nałogu. Rzeczywiście uzależniliśmy się od naszych szczególnych tożsamości jako jednostek, więc możemy spodziewać się znacznego dyskomfortu, gdy czynimy postępy w „ruszeniu twojego umysłu z utwierdzonej pozycji, którą tutaj zajmuje”, jak mówi Jezus. Ale zapewnia nas, że „to nie pozostawi cię bezdomnym i bez układu odniesienia. Okres dezorientacji, który poprzedza samo przejście, jest znacznie krótszy niż czas, którego potrzebowałeś, by tak silnie utwierdzić swój umysł w złudzeniach” (T-16.VI.8:3-5). Wymaga to dużej wiary i zaufania. W podręczniku dla nauczycieli, jak zapewne wiesz, Jezus mówi o etapach rozwoju zaufania, opisując w szczególności piąty etap jako „okres niepokoju” (P-4.I.A), który może trwać przez jakiś czas.

Co może być pomocne w przechodzeniu przez to, to przesunięcie punktu odniesienia dla codziennego życia. Zamiast zwykłego sposobu myślenia o tym, czego chcesz w życiu i co świat ma ci do zaoferowania, możesz podejść do okoliczności swojego codziennego życia jak do klasy, w której dowiesz się więcej o tym, jak odwrócić to, co oddziela cię od miłości. Wtedy możesz, na przykład, stać się zmotywowany pragnieniem zobaczenia wspólnych interesów zamiast odrębnych, konkurujących interesów. Innymi słowy, to, czego chcesz, to to, co się zmieni, jak mówi nam Lekcja 129: „Poza tym światem znajduje się świat, którego chcę” (K-czI.129). Możesz stać się szczęśliwym uczniem (T-14.II), chętnym do dowiedzenia się więcej o przebaczeniu i o tym, co robisz i myślisz, co sprawia, że ​​czujesz się oddzielony od ludzi w twoim życiu, ponieważ wiesz, że wszystko to jest tylko przykrywką dla miłości, która jednoczy cię z Jezusem i ze wszystkimi w twoim życiu. Każdy dzień można zatem postrzegać jako okazję do rozpoznania większej liczby sposobów, w jakie ukrywasz miłość: musisz zdać sobie sprawę z tego, co wybierasz, zanim będziesz mógł wybrać przeciwko temu. Innymi słowy, celem twojego dnia byłaby nauka, która zachodzi w twoim umyśle, a twoja radość pochodziłaby bardziej z doświadczania siebie i wszystkich innych jako dzielących wspólną podróż, niż z koncentracji na ego i wersji radości ego, która zawsze polega na zaspokajaniu naszych potrzeb kosztem kogoś innego.

Można to zrobić, jednocześnie skupiając się na swojej pracy i innych obowiązkach, które masz w swoim życiu. To jak rozdwojona świadomość: część ciebie wykonuje swoje obowiązki z troską i sumiennością, a część ciebie postrzega wszystkie te interakcje jako klasę, w której Jezus lub Duch Święty uczy cię, jak cofnąć separację, którą uczyniłeś realną i nadal ją czynisz realną. Zamiast zniechęcać się i być apatycznym, możesz wykorzystać ten czas jako okazję do zmiany całego punktu skupienia swojego życia w sposób, w jaki jeszcze tego nie zrobiłeś. Cała twoja praktyka z Kursem doprowadziła cię do tego punktu, w którym otwiera się nowy poziom funkcjonowania i relacji.

Wielokrotnie ta zmiana skupienia może faktycznie ułatwić codzienne funkcjonowanie, ponieważ nie myślisz już w kategoriach „co ja z tego będę miał?”, co nieuchronnie prowadzi do ogromnego napięcia i konfliktu. Istnieje ogromny strach przed dokonaniem tej zmiany, jak mówisz, ponieważ jedyne „ja”, które rozpoznajesz i z którym się utożsamiasz, traci na znaczeniu, a „ja”, które je zastępuje, nie jest jeszcze dla ciebie w pełni widoczne. Zaufanie do procesu jest na tym etapie niezwykle ważne, podobnie jak łagodność i danie sobie pozwolenia na odłożenie wszystkiego na bok na jakiś czas, jeśli dałoby ci to poczucie ulgi. Przynajmniej możesz być pewien, że nie przechodzisz przez to sam. Przynajmniej intelektualnie wiesz, że w twoim umyśle jest odbicie Miłości Niebios, wspierające cię na każdym kroku po drodze.

Na koniec, nie należy pomijać faktu, że czasami psychoterapia lub inna forma profesjonalnej interwencji może być pomocna w przejściu przez trudny okres. Nigdy nie jest źle, gdy przechodzimy przez nasz proces, skorzystać z pomocy miłego i współczującego terapeuty, a w wielu przypadkach może to przyspieszyć sprawy. Może to również pomóc nam uniknąć błędu pomijania kroków w naszym procesie.

Ken Wapnick o tym jak postępować zanim będę w stanie przebaczyć

Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

Pytanie #044:

Jak mam postępować w świecie formy, zanim będę w stanie wybaczyć sytuację? Jeśli będę postępować z miłością, nie czując jej naprawdę, będę czuć urazę. Jeśli będę postępować zgodnie z moimi prawdziwymi uczuciami, będę czuć się winny. Tak czy inaczej, przegrywam!

Odpowiedź:

Kluczem jest, aby zawsze być świadomym swojej motywacji w konflikcie z kimś innym – ukrytego celu, któremu służy, gdy zdaje się, że zmagacie się z tym, jak postąpić.

“To, co czynisz, wynika z tego, co myślisz” (T-2.VI.2:7), jak wskazuje Jezus. “Jedynie na tym poziomie możesz dokonywać wyboru… Wiara, że kontrolowanie efektu błędnej myśli może przynieść uzdrowienie, jest bezsensowna… Musisz zmienić swoje myślenie, a nie zachowanie, to zaś jest kwestią chęci… [Zmiana] Nic natomiast nie znaczy na poziomie symptomów, na którym nie może zadziałać” (2:6; 3:1,4,7).

Jesteśmy upartymi stworzeniami, nieskłonnymi do wybaczania, chociaż jest to najbardziej naturalna rzecz, jaką możemy zrobić na tym świecie. Ale świat jest nienaturalnym miejscem. I dlatego opieramy się temu, co naprawdę byłoby najłaskawsze i najbardziej pomocne dla nas samych. Dopóki myślę, że kochające działanie wobec innych jest dobroczynnym kaprysem, którym obdarzam kogoś poza mną, niezasługującego na to (K-czI.126.4:1), będę żałować, że nie włożę w to moich „uzasadnionych” ciosów, jeśli poczuję, że potraktowałeś mnie niesprawiedliwie. Ale jeśli uczciwie spojrzę na to, jak odwetowy atak na ciebie naprawdę sprawi, że się poczuję, mogę być bardziej otwarty na słuszny sposób rozwiązania. Jeśli zacznę dostrzegać, że moja reakcja na ciebie nie ma nic wspólnego z tym, co zrobiłeś, a z poczuciem winy w moim umyśle, które jest przyczyną całego mojego bólu i dla którego zawsze szukam celu, na który mógłbym go projektować, mogę dwa razy się zastanowić, zanim wzmocnię to poczucie winy w moim umyśle poprzez kolejny otwarty atak na ciebie. Przebaczenie nie jest niezasłużonym i nieuzasadnionym darem danym komuś innemu. Jest darem, który ofiarowuję przede wszystkim sobie. Kiedy przyjmę ten dar dla siebie, automatycznie będę wiedział, jak odpowiedzieć tobie, który mnie obraził, oferując ci ten sam dar, który właśnie przyjąłem dla siebie, w formie, w której najprawdopodobniej będziesz w stanie go przyjąć. I nie będę miał poczucia urazy ani straty z tym związanej.

Dobrze, ale co jeśli nadal jestem zbyt uparty, by uwierzyć i zaakceptować to, co jest naprawdę w moim najlepszym interesie w konkretnej sytuacji – nie jestem gotowy wybaczyć, ponieważ nadal chcę trzymać się swojego żalu do ciebie, aby móc uwierzyć, że wina jest w tobie, a nie we mnie? Wtedy chciałbym przynajmniej móc przyznać, że nadal utożsamiam się ze swoim ego, gdzie moje „wybory” wydają się być ograniczone do jawnego ataku na ciebie w odwecie lub poświęcenia mojego prawa do odwetu w udawanym „miłosnym” pokazie „przebaczenia” (wciąż ataku). Każda z tych opcji wzmocni moje poczucie winy, jeśli będę działać bez świadomości mojej ukrytej motywacji. A więc nie są to wcale różne wybory, na poziomie treści. Teraz ważne jest, abym przynajmniej był szczery wobec siebie i uznał, że to nie dobroć, prawość ani żadne zło we mnie nie kieruje mną, abym działał w sposób, który ostatecznie wybiorę z moim ego, ponieważ już zdecydowałem się nie wybierać na jedynym poziomie, który naprawdę może pomóc. To mój własny strach przed miłością i cichym, łagodnym pokojem, który towarzyszy uwolnieniu się od żalów, stoi za moim oporem przed proszeniem o pomoc innego Nauczyciela. Jeśli potrafię to rozpoznać i nie osądzać siebie za to, to przynajmniej zminimalizowałem poczucie winy, które wzmacniam w swoim umyśle za dalsze utożsamianie się z moim ego. I to jest zawsze celem Kursu.

Ken Wapnick o tym jak sobie przebaczyć

Z serii “Ludzie pytają, Ken Wapnick odpowiada”.

Pytanie #007:

Jak sobie przebaczyć?

Odpowiedź:

Wydaje się, że w miarę jak uczymy się coraz bardziej uwalniać innych od projekcji naszej własnej winy, sami czujemy się skazani na poczucie winy. Jezus mówi nam, że „gdy wycofujesz winę z zewnątrz, pojawia się silna tendencja, by poczuwać się do niej wewnątrz” (T-11.IV.4:5). Ale dalej mówi: „Początkowo trudno jest to pojąć, iż to jedno i to samo, ponieważ nie ma różnicy między wnętrzem a zewnętrznością” (4:6), a następnie: „Z tego powodu obwinianie musi zostać odczynione, a nie widziane gdzie indziej” (5:3). Jak więc to zrobić?

Pytanie, które zadajesz: „Jak sobie przebaczyć?” to dobre pytanie, ale w rzeczywistości jest to niewłaściwe pytanie. Ponieważ nadal jesteśmy tak silnie utożsamiani z naszymi ego, nie możemy sobie wybaczyć, przynajmniej nie sami (tj. na własną rękę, działając z ego). Dlatego potrzebujemy Jezusa lub Ducha Świętego, czy jakiegokolwiek nieoceniającego symbolu miłości i akceptacji, z którym czujemy się komfortowo, aby spojrzeli razem z nami na nasze „grzechy”. Potrzebujemy kogoś spoza naszego systemu myślowego opartego na poczuciu winy, który zna prawdę o tym, kim naprawdę jesteśmy, komu możemy powierzyć naszą winę, gdy już ją odkryjemy i rozpoznamy jej cel i cenę. Wierzymy, że jesteśmy ciałami, które mogą ranić i być przez siebie ranionymi. Jezus wie, że jesteśmy duchem, niewinnym Synem Bożym, który nie jest w stanie zaatakować. Nie wierzymy w to i właściwie nie chcemy w to wierzyć, bo wciąż chcemy, aby separacja i nasza indywidualność były realne. Zatem proces przebaczenia musi obejmować połączenie się z kimś lub czymś spoza nas, na przykład z Jezusem, który wie, że separacja, atak i poczucie winy nie są rzeczywiste. Z definicji nie jesteśmy w stanie sami tego sobie uświadomić.

Ego, którego doświadczasz na własnej skórze, mówi nam, że musimy odpokutować za nasze grzechy poprzez cierpienie i poświęcenie. Ale to tylko wzmacnia naszą wiarę, że nasza wina jest realna i że Bóg jest Bogiem karzącym, który szuka zemsty za nasze bardzo realne grzechy. A wszystkie nasze próby uzyskania wyzwolenia poprzez ekspiację (odpokutowanie za grzechy) są po prostu formami magii, które nie rozwiązują prawdziwego problemu w umyśle. Musimy zrozumieć, że problemem nie jest poczucie winy, którego według nas doświadczamy z powodu naszych przewinień tu, na świecie. Te „grzechy” są tak naprawdę celowym odwróceniem uwagi, mającym na celu utrzymanie naszej koncentracji tutaj, na świecie i szukanie magicznych rozwiązań, aby uwolnić się od naszej winy (np. poprzez zadośćuczynienie) lub uniknąć jej doświadczania (np. poprzez poświęcenie się). Ale to tylko powstrzymuje nas od głębszego spojrzenia w umysł, w poszukiwaniu prawdziwego źródła całego naszego bólu i poczucia winy (i wszystkich innych) – wiary, że nie tylko oddzieliliśmy się od naszego kochającego Źródła, ale że byliśmy gotowi zabić Je, by zniszczyć Miłość, aby być na swoim.

Jeśli jednak potrafimy połączyć się z odzwierciedleniem tej Miłości, takim jak Jezus czy Duch Święty, i spojrzeć na nasze samooskarżenia w związku z ich kochającą obecnością obok nas, będziemy musieli na pewnym poziomie zdać sobie sprawę, że nie zniszczyliśmy miłości. I dzięki temu uznaniu możliwe jest prawdziwe przebaczenie – za to, co nigdy się nie wydarzyło – rozpuszczając wszelką winę i uwalniając nas z narzuconego nam więzienia. A wtedy jakiekolwiek najbardziej pomocne i uzdrawiające działanie lub zachowanie, bądź żadne, w odpowiedzi na nasze tak zwane transgresje (przekroczenia granic i norm społecznych oraz moralnych) wobec innych na świecie, po prostu przez nas przepłynie.

Kurs Cudów – Duchowość