Wszystkie wpisy, których autorem jest jpack

Co Jezus powiedział na osobności Tomaszowi?

desert-dream-4

W Ewangelii Tomasza, możemy znaleźć taką wypowiedź:

I wziął go i odszedł i skierował doń trzy wypowiedzi. Gdy Tomasz wrócił do swych przyjaciół, zapytali go:
„Co powiedział ci J.?”. Rzekł im Tomasz: „Jeśli przytoczę wam jedną z jego wypowiedzi do mnie, podniesiecie skały i mnie ukamienujecie, a z tych skał wyjdzie ogień i was pochłonie”

Co takiego J powiedział Tomaszowi?
W Zniknięciu Wszechświata mamy odpowiedź:

„Śnisz o pustyni, na której miraże są twymi rządcami i dręczycielami, lecz te obrazy pochodzą z ciebie
Ojciec nie uczynił pustyni a twój dom wciąż jest z Nim.
By powrócić, przebacz swemu bratu, bo tylko wtedy przebaczysz sobie”

[Fragmenty ze Zniknięcia Wszechświata i Ewangelii Tomasza, tłumaczenie:C.Urbański]

Przebaczenie prowadzi do pokoju a pokój do wolności

findpeace3

Czym jest przebaczenie według Kursu Cudów? Przebaczenie jest aktem, który dokonywany jest w umyśle tego który przebacza. Przebaczenie usuwa z umysłu blokady, które uniemożliwiają doświadczenie naturalnego stanu – naszej nieśmiertelnej rzeczywistości. Przebaczenie rozpoznaje całkowitą niewinność wszystkich, którzy mogą być postrzegani, łącznie z nami samymi. Gdy wszystko jest postrzegane jako niewinne,  wtedy umysł traci potrzebę atakowania czegokolwiek.  Gdy nie musi już niczego atakować, umysł może spokojnie odpocząć. Będąc w stanie pokoju, umysł budzi się i poznaje prawdę. Jest wiele fragmentów w Kursie Cudów i Buddyzmie, które wspominają o tym:

„Moon appears when the water is still” – sławne powiedzenie buddyjskie. Księżyc symbolizuje prawdę, tafla wody to nasz umysł. Gdy umysł jest niespokojny, jak tafla wody podczas zawieruchy, nie zobaczymy w niej odbicia księżyca. Nawet gdy księżyc świeci jasno na niebie, fale na wodzie uniemożliwią nam dostrzeżenie księżyca.  Dopiero gdy minie zawierucha, a tafla wody będzie idealnie gładka, zobaczymy odbicie. Podobnie gdy wszystko przebaczymy,  nasz umysł uspokoi się i rozpozna prawdę.

„Rzeczywistość może zawitać jedynie w niezachmurzonym umyśle” Kurs Cudów T.10.4 (Tekst, rozdział 10.IV).

„Gdy będziesz przez chwilę spokojny, gdy świat oddali się od ciebie, a bezwartościowe idee przestaną mieć wartość dla twojego nie spokojnego umysłu, wtedy usłyszysz Jego Głos” Kurs Cudów C.182 (Ćwiczenia, Lekcja 182).

„Przypomnienie Boga zachodzi w spokojnym umyśle” Kurs Cudów T.23.1

„Spokojny umysł nie jest małym darem” Kurs Cudów P.20 (Podręcznik dla nauczycieli, punkt 20)

Tak więc, podsumowując: żeby osiągnąć Przebudzenie – musimy osiągnąć pokój umysłu. Żeby nasz umysł był w pokoju – musimy przebaczyć wszystko to co nie pozwala nam tego pokoju osiągnąć. Dlatego przebaczenie powinno być naszą codzienną praktyką.

[cytaty z Kursu Cudów – tłumaczenie Cezary Urbański]

 

Czym jest przebaczenie? – cytat

przebaczenie-pokój2

Czym jest Przebaczenie?

Przebaczenie rozpoznaje, że co myślałeś, iż twój brat tobie uczynił, nie zdarzyło się. Ono nie darowuje grzechów, czyniąc je rzeczywistymi. Ono widzi, że grzechu nie było. I w tym widzeniu wszystkie twoje grzechy są przebaczane. Czymże jest grzech, jeśli nie fałszywą ideą o Synu Bożym? Przebaczenie po prostu widzi jej fałszywość i dlatego pozwala jej odejść. To, co potem wolnym jest zająć jej miejsce – to Wola Boża. Nieprzebaczająca myśl to ta, która dokonuje osądu, którego nie podda w wątpliwość, chociaż nie jest prawdziwy. Umysł jest zamknięty i nie zostanie wyzwolony. Ta myśl chroni projekcję, zacieśniając jej łańcuchy, by wypaczenia były jeszcze szczelniej zakryte welonem i jeszcze mniej dostępne wątpliwości i utrzymywane nadal z dala od rozsądku. Co może wejść między utrwaloną projekcję a zamiar, który wybrała jako jej chciany cel? Nieprzebaczająca myśl czyni rzeczy wiele. W zapamiętałym działaniu ugania się za swoim celem, wypaczając i przekręcając wszystko, co widzi jako przeszkodę na swojej wybranej drodze. Wypaczanie jest jej celem i środkiem, którym chce go dokonywać. Miota się w furiackich usiłowaniach zdruzgotania rzeczywistości, nie troszcząc się o cokolwiek, co zdawałoby się przedstawiać sprzeczność z jej punktem widzenia. Natomiast przebaczenie jest ciche i spokojnie niczego nie czyni. Nie narusza żadnego aspektu rzeczywistości ani nie stara się jej wypaczyć do pozorów, które lubi. Ono tylko patrzy, czeka i nie osądza. Ten, kto nie chciałbym przebaczyć, musi osądzać, albowiem musi usprawiedliwiać swoją niezdolność do przebaczania. Lecz ten, kto chciałby sobie przebaczyć, musi nauczyć się witać prawdę dokładnie taką, jaka jest[…]

[Kurs Cudów,tłum:C.Urbański]

Idea (nie)rzeczywistości świata poruszana w innych nurtach duchowych.

ramanaok

Poniżej cytat z książki Ramana Maharishi – Nauki Duchowe. Umieszczamy go dlatego, gdyż chcemy pokazać, że kwestia nierealności/realności świata poruszana jest również w innych tradycjach niż Kurs Cudów. Tym razem jest to Advaita Wedanta, której przedstawicielem jest Ramana Maharishi – mędrzec, który żył na przełomie XIX i XX wieku.

Uczeń:[…] Czy świat, który widzimy i odczuwamy na tak wiele sposobów, jest jakimś snem, złudzeniem?
Maharishi: Jeśli szukasz prawdy i tylko prawdy, nie masz innej możliwości – musisz przyjąć, że świat jest nierzeczywisty.
Uczeń: Dlaczego?
Maharishi: Z tej prostej przyczyny, że jeżeli nie porzucisz myśli, iż świat jest rzeczywisty, twój umysł będzie go zawsze szukać. Jeśli pozory będziesz brać za rzeczywistość, nigdy nie poznasz tego co rzeczywiste, choć tylko to istnieje. Można to zobrazować analogią węża i sznura. Dopóki widzisz węża, nie dostrzeżesz sznura [np. w nocy – jpack]. Nie istniejący wąż staje się dla ciebie czymś rzeczywistym, a naprawdę istniejący sznur dla ciebie nie istnieje.
Uczeń: Można przyjąć robocze założenie, że świat ostatecznie jest nierzeczywisty, trudno jednak nabrać głębokiego przekonania, że w rzeczywistości tak jest.
Maharishi: Podobnie świat z twojego snu również jest rzeczywisty, kiedy śnisz. Dopóki sen trwa, wszystko, co w nim widzisz i odczuwasz, jest rzeczywiste.
Uczeń: A zatem świat nie jest ani trochę lepszy od snu?
Maharishi: Co możesz zarzucić poczuciu rzeczywistości, które masz podczas snu? Może ci się śnić coś zupełnie niemożliwego, na przykład, że gawędzisz sobie beztrosko z osobą, która już nie żyje. Przez chwilę możesz odczuwać wątpliwości, mówiąc sobie w duchu: „Czy on nie umarł?”. Umysł jednak jakoś się dostosowuje do tej wizji i człowiek w twoim śnie jest zupełnie jak żywy. Innymi słowy, sen jako sen nie pozwala ci wątpić w swoją rzeczywistość. Podobnie nie możesz wątpić w rzeczywistość świata, kiedy nie śpisz. Jak umysł, który stworzył świat, może przyjąć ideę jego nierealności? Teraz widać, jakie znaczenie ma porównanie światów ze snu i ze stanu czuwania. Oba są wyłącznie tworami umysłu i dopóki umysł jest pogrążony w jednym z nich, dopóty nie może zaprzeczyć jego realności. Jeśli natomiast odwrócisz umysł całkowicie od świata, skierujesz go do wewnątrz i tam będziesz trwać, czyli innymi słowy, jeśli zawsze będziesz miał świadomość jaźni, która jest podłożem  wszelkich doświadczeń, odkryjesz, że jedyny świat, którego teraz jesteś świadom, jest równie nierzeczywisty jak świat, w którym żyłeś podczas snu[…]Świat, o którym mówisz, że jest rzeczywisty, tak naprawdę drwi sobie z tego, że starasz się dowieść jest realności, podczas gdy nie wiesz nic o swojej rzeczywistości. Za wszelką cenę chcesz udowodnić, że świat jest rzeczywisty. Co jest normą rzeczywistości? To tylko jest rzeczywiste, co istnieje samoistnie, co ujawnia się samo z siebie, co jest wieczne i niezmienne.Czy świat istnieje samoistnie? Czy widziano go kiedy bez pomocy umysłu? Podczas snu nie ma ani umysłu, ani świata. W stanie czuwania jest umysł i świat. Co oznacza to niezmienne współwystępowanie? Masz pojęcie o podstawach logiki indukcyjnej, którą uważasz za fundament nauki. Może rozstrzygniesz problem realności świata w świetle uznanych zasad logiki?
Ramana Maharishi – Nauki Duchowe [Wydawnictwo Rebis,tłumaczenie: Sebastian Musielak]

Wywiad z Billem Thetfordem – jedną z osób odpowiedzialnych za powstanie Kursu Cudów

NR-Bill_Thetford

Wyjątkowa rozmowa z jedną z dwóch osób, które kryją się za powstaniem Kursu Cudów – jednego z najbardziej niezwykłych tekstów duchowych naszego wieku. Doktor Bill Thetford szeroko omawia jego rolę w spisywaniu Kursu oraz wpływ jaki ten tekst wywarł na niego, jego pracę w psychologii i prestiżowe stanowiska które obejmował: Profesora Psychologii Medycznej Uniwersytetu Kolumbijskiego oraz Dyrektora Wydziału Psychologii w Szpitalu Prezbiteriańskim w Nowym Jorku.

 

New Realities: Byłeś jedną z dwóch osób odpowiedzialnych za spisywanie Kursu Cudów, jaki miało to wpływ na twoje życie?

Thetford: Zmieniło to moje życie całkowicie. Przypominam sobie przepisywanie pierwszych pięćdziesięciu zasad cudów, który przyszły poprzez Helen Schucman jesienią 1965 roku, i uzmysłowiłem sobie, że jeśli ten materiał jest prawdziwy, to wszystko w co wcześniej wierzyłem będzie musiało zostać poddane pod wątpliwość – że będe musiał zrekonstruować cały mój system wierzeń.
W tamym czasie myślałem że będzie to niemożliwe; nie wiedziałem jak mógłbym to zrobić. Jednak czułem że musze to zrobić, ponieważ materiał który Helen spisywała w początkowej fazie wydawał się być autentyczny i genialny. Byłem w szoku przez pewien czas, zastanawiając się jak mogłoby być możliwe zrobić taką wielką zmianę w mojej percepcji życia i świata.
Później zrozumiałem że Bóg jest miłościwy i nie prosi nas o nagłe zmiany, jest czas w którym może powoli dokonywać się zmiana w postrzeganiu. Myślę że ważnym była moja chęć zmiany, a nie trudności w zrozumieniu materiału.

I oczywiście, przeprowadziłem się ze środka Manhatanu, gdzie żyłem od 23 lat do Tiburon w Kalifornii – nawet przez myśl mi nie przeszło że takie coś się stanie. Przyzwyczaiłem się do bycia nowojorczykiem, i czułem że to miasto jest centrum Wszechświata i miejscem do którego należę. Ta przeprowadzka była chyba największym kulturowym szokiem jaki przeżyłem, było to nagłe przejście od zgiełku tętniącego życiem Nowego Jorku do spokoju Tiburon.
W końcu też porzuciłem życie akademickie. Najpierw ustąpiłem z mojego stanowiska jako Dyrektor Działu Psychologii w Szpitalu Prezbytariańskim przy Kolumbijskim Prezbytariańskim Centrum Medycznym, i pare lat pozniej zrezygnowałem z pozycji Profesora Psychologii Medycznej na Uniwersytecie Kolumbijskim

NR: Było to podyktowane chęcią poświecenia całego czasu na Kursowi, czy dążeniem do jakiegoś innego celu?

T: Myśle że to była kombinacja tych dwóch. Po dwudziestu latach w Uniwersytecie Kolumbijskim poczułem że to jest czas na opuszczenie uczelni. Było czymś naturalnym zrezygnowanie, od kiedy Kurs został opublikowany

NR: Jaka była dokładnie twoja rola w przepisywaniu Kursu? Czy ty też slyszales glos?

T: Oboje z Helen wiedzieliśmy od początku że to było zadanie dla dwojga, chociaż ja nie słyszałem głosu. Od kiedy Helen słyszała wewnętrzny głos, była niezdolna do transkrypcji materiału samodzielnie ponieważ widziała, że zawartość Kursu wywołuje w niej duży lęk. Moją rolą było wspieranie jej i w razie konieczności dodawanie otuchy tak aby Helen mogła kontynuować pracę. Helen czytała mi materiał a ja przepisywałem go pod jej dyktando.

NR: Odkąd Kurs kwestionował twoj system wierzeń, czemu nie odrzuciłeś go?

T: No coż, mój intelekt pare razy się buntował. Ale to ja byłem tym, który prosił o inną, lepszą drogę w związku z bardzo stresującą sytuacją w pracy, w której ja i Helen próbowaliśmy funkcjonować. Kiedy materiał w Kursie Cudów zaczął się pojawiać, było dla mnie czymś oczywistym, że to była odpowiedź na moją prośbę, bardzo wyraźna odpowiedź. Więc odrzucenie Kursu albo nawet niedowierzanie nigdy nie wchodziło w rachubę.

NR: Co konkretnie było w tym dla ciebie oczywiste, że to rzeczywiście była odpowiedź na twoją prośbę?

T: Być może fakt, że to było zupełnie inne od drogi którą podążałęm przez całe moje życie. Autentyczność materiału uderzyła mnie ponad wszystko inne. Wiedziałem że Helen nie wymyśliła tego, nawet przy jej bardzo bujnej wyobraźni

NR: Autentyczność….?

T: No więc materiał był czymś co przekraczało cokolwiek co ja i Helen mogliśmy pojąć. I odkąd treść była całkowicie obca naszemu doświadczeniu i zainteresowaniu, było dla mnie oczywiste, że przyszło to z niezwykłego źródła. Jakość materiału była bardzo przekonywująca i jego poetyczne piękno dodawało mu mocy.

NR: Wydaje się czymś bardzo niezwykłym, że ty ceniony psycholog, który dzierżył dwie bardzo prestiżowe pozycje zawodowe, mógł zajmować się tego typu materiałem biorąc pod uwagę twoje naukowe podejście, wykształcenie oraz dość sztywne akademickie doktryny, których na pewno przestrzegałeś.

T: Myślę że gdyby nie było tylu niezwykłych doświadczeń, które miały miejsce latem 1965, ani ja ani Helen nie bylibyśmy w stanie zaakceptować materiału, które Helen spisywała. Pisałeś o niektórych doświadczeniach,na łamach New Realities, w relacji z nowej książki Roberta Skutcha – „Journey Without Distance, The Story Behind A Course in Miracles”. Chociaż nasze doświadczenie powiązane z kliniką Majo w Rochester w Minesocie, nie było przedstawione w New Realities. Możliwe, że jak w paru innych rzeczach, te serie zdarzeń sprecyzowały nowy kierunek którym podążyliśmy.

NR: Zdarzenie w Mayo Clinic zdarzyło się we wrześniu, czy Kurs nie zaczął się we październiku?

T: Tak. Byłem poproszony by pojechać do kliniki Mayo i sprawdzić dlaczego oni tam zarabiają pieniądze na pomocy psychologicznej, podczas gdy w Kolumbii wydawało się że ciągle pieniądze tracimy. Myślalem ze znałem odpowiedź na to pytanie ponieważ widzieliśmy ze naszymi glównymi pacientami byli ludzie ktorzy nie byli zdolni placić, a pacjenci Mayo byli ze średniej bądź wyższej klasy i płacili bez problemu. W każdym razie była to ważna wycieczka, i poprosiłem Helen żeby mi towarzyszyła.

Przed wylotem – myślę, że było to noc wcześniej – Helen miala bardzo dziwną wizje kościoła, którą opisała mi z duzymi szczegółami, nawet zrobila szkic. Byl to stary kościół z wieloma wieżami. Pomyślała, że mógł to być kościół luterański. Była przekonana, że w jakiś sposób moglibyśmy zobaczyć ten kosciol z samolotu, kiedy lądowalismy na lotnisku w Rochester. To oczywiście było raczej niemożliwe, ponieważ kościoły nie są budowane blisko lotnisk. W każdym razie wyglądaliśmy przez okna w skupieniu podczas lądowania, ale niesety nie bylo widać żadnego kościoła, co bardzo rozczarowało Helen. Helen była tak zmartwiona nie znalezieniem kościoła, że nie widziałem nadziei w załatwieniu naszych spraw z kliniką, dopóki jakoś niezałatwimy tej sprawy. Raczej desperacko zasugerowałem Helen żebyśmy wynajęli taxi i zobaczyli czy uda nam się znaleźć jej kościół gdzieś w miejskiej okolicy Rochester.

Więc razem z Helen wyruszyliśmy na polowanie na kościoły. Na początku pomyśleliśmy, że moglibyśmy ograniczyć nasze poszukiwania do kościołów luterańskich. Wydaje mi się, że znaleźliśmy takie dwa, ale żaden z nich nie pasował do obrazów widzianych przez Helen. Późnniej zdecydowaliśmy że moglibyśmy również zobaczyć inne kościoły. Myślę że było ich dwadzieścia siedem w okolicy Rochester. Żaden z nich nie był ani troche podobny do tych z tego co widziała Helen. Oczywiście Helen była troche zdruzgotana, ale wzieliśmy się w garść i zaczęlismy się przygotowywać do nadchodzącego biznesowego dnia.

Następnego dnia kiedy z sukcesem skończyliśmy nasze badania, Helen i ja zaczęliśmy przygotowywać się do opuszczenia hotelu. Zszedłem na dół do recepcji, żeby poczekać na nią z bagażem, i zauważywszy ulotke zdecydowałem się ją przejrzeć. Zamiast niej zobaczyłem małą książeczkę zatytułowaną „Historia Kliniki Mayo”. Pomyślałem że fajnie by było mieć pamiątke z naszej wizyty i kupiłem ją za dolara. Kiedy przekartkowałem ją bardzo szybko , zobaczyłem zdjęcie starego kościoła Helen, dokładnie takiego jak opisywała z wszystkimi wieżyczkami i filarami. Był to nawet luterański kościół. Jedyny problem był taki że kościół został zburzony, a klinika Majo została zbudowana na dawnym miejscu kościoła – nie mogłem się doczekać by powiedzieć o tym Helen.

Kiedy zeszła na dół, powiedziałem szybko: „Helen tak naprawdę nie zwariowałaś. Twój kościół tu był, ale już nie istnieje. Kiedy myślałaś, że patrzyłaś na niego z góry z samolotu, tak naprawdę patrzyłaś w miejsce w którym on stał ale dawno temu. Helen okazała ciekawe połączenie emocji. Z jednej strony poczuła ulge, że tak naprawdę nie zwariowała, ale z drugiej było jasne że Helen ma do czynienia z czymś, co postrzegała jako wysoce niezwykłe i nietypowe, a to był obszar w którym nie czuła się za dobrze.

W naszej drodze powrotnej do Nowego Jorku, musieliśmy zmienić samolot w Chicago. Kiedy siedzieliśmy w poczekalni, Helen spostrzegła młodą kobietę czytającą gazetę, która wyglądała dość nieszczęśliwie, jak często wyglądają ludzie którzy czekają na samolot na lotnisku. Zdziwiłem się gdy Helen powiedziała do mnie „Popatrz na tamtą kobietę, chyba jest w poważnych tarapatach – pewnie ma dużo problemów”. Helen chciała podejść do niej i porozmawiać. Jak się okazało,kobieta która miała na imię Charlotte, nigdy wcześniej nie leciała samolotem. Leciała liniami Ozark do Chicago a później do Nowego Jorku, i była w panice. Nie miała pojęcia o Nowym Jorku. Później dowiedzieliśmy się że zostawiła swojego męża i dwoje dzieci i była w wielkim stresie.

Charlotte miała rezerwacje w tym samym samolocie co my. Podczas lotu siedzieliśmy przy niej i trzymaliśmy ją za rękę próbując ją uspokoić i pocieszyć. Zapytaliśmy gdzie miała zamiar zatrzymać się w Nowym Jorku, wkońcu nie znała tam nikogo. Powiedziała że jest luterianką i myślała że mogłaby się skontaktować z kościołem luteriańskim i w jakiś sposób pomogliby jej znaleźć miejsce dla niej w mieście. W tym momoencie Helen i ja wymieniliśmy spojrzenia, wiadomość była oczywista dla nas, wtedy Helen usłyszała swój wewnętrzny głos, który powiedział „I to jest mój prawdziwy kościół, pomoc twojemu bratu, który jest w potrzebie; nie budowla, którą widziałaś wcześniej”. Głos ten stał się dla nas bardzo znajomy, kiedy Kurs zaczął się pare tygodni później w październiku.

 

Tłumaczenie fragmentu wywiadu ze strony: http://acim-archives.org/Scribes/interviews/Bill-Apr1984.html
Przetłumaczył : jpack